Być to uczestniczyć — a Akwinata wiedział o tym pierwszy
Esej João de Pina-Cabrala poświęcony Lévy-Bruhlowi przywraca zapomnianą antropologiczną intuicję: być to uczestniczyć. Katolicka tradycja intelektualna nigdy jej nie zapomniała. Tomasz z Akwinu, Maritain i Norris Clarke zbudowali na tym właśnie fundamencie całą metafizykę — i poszli dalej niż zapiski Lévy-Bruhla.
Nota na marginesie, która zmienia wszystko
W paczce notatników w skórzanych okładkach, ocalonych z pewnego paryskiego domu w 1949 roku, Lucien Lévy-Bruhl nabazgrał na marginesie cztery słowa:Être, c'est participer — być to uczestniczyć. Esej João de Pina-Cabrala opublikowany w Aeon traktuje to jako koronną intuicję filozofa, który całe życie do niej dochodził. Teza jest taka, że uczestnictwo — dzielenie bytu między wcielonymi, współodpowiedzialnymi, emocjonalnie powiązanymi osobami — nie jest prymitywnym dziwactwem poznawczym, lecz samym fundamentem tożsamości osobowej. „My" przed „ja" — zawsze.
Esej słusznie uznaje to za rewolucję. Nie zauważa jednak, że rewolucja ta dokonała się już siedem wieków wcześniej, w dominikańskiej celi w Paryżu.
Substancja-w-relacji
Tradycja tomistyczna nigdy nie pojmowała bytu jako atomistycznego zamknięcia w sobie. Norris Clarke[^1], opierając się na tekstach samego Akwinaty, dowodził, że każdy byt skończony ma dwa nieredukowalne wymiary: wewnętrzny, substancjalny — to, czym dana rzeczjest sama w sobie — oraz zewnętrzny, relacyjny, przez który działa i przyjmuje. Formuła Clarke'a jest precyzyjna:być to być substancją-w-relacji[^1]. Osoba nie jest monadą, która dopiero wtórnie decyduje się na relację. Osobajest konstytuowana w relacji i przez relację — pozostając zarazem realnym podmiotem, który rzeczywiście istnieje, by ową relację nawiązywać.
To nie jest łagodny dodatek do Akwinaty. Wynika wprost z samego esse. Hans Urs von Balthasar[^2] podkreślał to samo od strony tomistycznej różnicy ontologicznej: byt istniejący staje się aktualny jedynie przez uczestnictwo w akcie Bytu, a pełnia Bytu urzeczywistnia się jedynie w bycie istniejącym. Uczestnictwo nie jest właściwością, którą osoby posiadają. Jest samą strukturą skończonej egzystencji jako takiej. Notatka Lévy-Bruhla na marginesie to w tym świetle ponowne odkrycie przez filozofa tego, co teologia scholastyczna ujmowała pod nazwąparticipatio — terminem, który, jak sam esej odnotowuje, Lévy-Bruhl zaczerpnął od średniowiecznych scholastyków, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, jak daleko posunęli oni tę ideę.
Ferdinand Ulrich[^3] w dzieleHomo Abyssus prześledzył tę partycypacyjną logikę od ontologii przez antropologię aż po chrystologię, podkreślając, że każdy aspekt teorii uczestnictwa jest ufundowany na świadomości naszej ludzkiej natury jako zarazem duchowej i cielesnej. Ten łuk — od metafizyki do konkretnego ludzkiego ciała — jest dokładnie tym łukiem, który Lévy-Bruhl próbował zakreślić w swoich notatnikach.
Trudniejsze pytanie: kim jest podmiot?
Tutaj świecka rama interpretacyjna eseju napotyka trudność, której nie jest w stanie w pełni rozwiązać na swoich własnych warunkach. Jeśli uczestnictwo jest fundamentem osobowości, to kto lub co uczestniczy? Odczytanie Lévy-Bruhla przez Pina-Cabrala zmierza do twierdzenia, że najpierw uczestniczymy, a dopieropotem konstruujemy naszą jednostkowość jako osoby. Grozi to jednak rozpuszczeniem osoby w polu relacyjnym. Żadnego wewnętrznego „ja", które mogłoby się dawać. Nikogo w domu, kto mógłby składać dar.
Jacques Maritain[^4] precyzyjnie zdiagnozował to niebezpieczeństwo. Osoba nie wyczerpuje się w swoich relacjach, choć jest przez nie konstytuowana. Osobowość, jak dowodził Maritain, jestsubsystencją — aktem, przez który natura duchowa utrzymuje się w istnieniu i w ten sposób staje się zdolna do autentycznego daru z siebie. Można dać siebie tylko wtedy, gdy jest jakieś „ja" do oddania. Ukochany jest kochany nie za przymioty, lecz za ten nieredukowalny rdzeń, niewyczerpalny, zdolny przyjąć drugie „ja" jako dar. Usuń subsystentny podmiot, a uczestnictwo staje się zwykłą fuzją; miłość staje się wchłonięciem zamiast darem.
Karol Wojtyła wyostrzył to w rozróżnienie, które komentarz Selner do Clarke'a[^5] artykułuje wprost: istniejeontologiczna godność zakorzeniona w tym, czym jesteśmy jako osoby od samego początku, orazetyczna godność, która rozwija się przez działanie i samostanowienie. Osoba jestkimś ontologicznie, zanim w pełniejszy sposób stanie siękimś etycznie. To chroni relacyjne ujęcie osoby przed ześlizgnięciem się w czysto rozwojową lub społeczno-konstruktywistyczną wizję, w której osoba jest jedynie pozostałością procesów partycypacyjnych.
Esej traktuje te ustalenia jako doprecyzowania, ku którym antropolodzy zmierzali. Tradycja katolicka upiera się, że są to ściany nośne.
Kryzys: co jeśli uczestnictwo sięga samego dna?
Lévy-Bruhl w ujęciu Pina-Cabrala dochodzi do swego najbardziej radykalnego twierdzenia w owych notatnikach: uczestnictwo nie jest jedynie sposobem myślenia, leczwarunkiem, przez który osoby zaistnieją. Jeśli potraktujemy to poważnie — a powinniśmy — oznacza to, że nie istnieje żadne przedspołeczne, przedrelacyjne „ja" ukryte pod procesami partycypacyjnymi. „Ja", które się wyłania, jest zawsze już ukształtowane przez „my".
To najsilniejsza wersja tej tezy i zasługuje na bezpośrednią odpowiedź. Margaret Archer[^6], pisząca z pozycji realizmu krytycznego, a nie teologicznego, utrzymuje, że ludzkość jako rodzaj naturalny nie podlega transmutacji — że relacyjna konstytucja osób nie eliminuje swoistych właściwości istot ludzkich, na których zasadza się odpowiedzialność moralna ponad podziałami kulturowymi. Nić zrozumiałości między ludźmi różnych epok i miejsc nie zrywa się właśnie dlatego, że istnieje coś, na czym proces partycypacyjnypracuje iz czym pracuje — natura, która nie jest po prostu wytworem swoich relacji.
Ujęcie tomistyczne zgadza się z tym i doprecyzowuje: natura ludzka jest zarazem ciałem i duszą. A jako dusza, natura ludzka jest zasadą intelektualną, która przyjmuje byt, wchodzi w relację i jest przez nią rzeczywiście przemieniana — nie będąc jednak z niątożsama. Uczestnictwo w innych kształtuje osobę; nie wytwarza jej z niczego. Dziecko, które uczy się języka od opiekuna, nie pochłania po prostu bytu opiekuna. Dziecko staje się — poprzez to spotkanie — nieredukowalnym podmiotem, który pewnego dnia będzie zdolny do miłości, poznania i uwielbienia — aktów, których żadne pole relacyjne nie jest w stanie spełnić za nikogo.
To, co notatniki prawie powiedziały
Nota na marginesieÊtre, c'est participer uderza swoją trafnością. Tradycja katolicka chce ją dopełnić, nie poprawiać. Być to uczestniczyć — a uczestnictwo zakłada byt, który potrafi rzeczywiściewejść w relację, a nie po prostu się w niejrozpuścić. Dar wymaga dającego. Dzielenie bytu wymaga bytów, które naprawdę istnieją, by mogły być dzielone.
Lévy-Bruhl całe życie zbliżał się do tego, co Akwinata wyartykułował jako podwójną strukturę każdego bytu skończonego: zawsze dostatecznie wewnętrznego, by był realny, zawsze dostatecznie zwróconego na zewnątrz, by mógł być dany. Jego notatniki, uratowane z wojennych gruzów, wskazują na metafikę, którą świecka akademia wciąż na nowo odkrywa. Starsza tradycja zachowała te notatniki w całości.
Co by to znaczyło, gdybyśmy odczytali te cztery francuskie słowa nie jako konkluzję kariery, lecz jako otwarcie pytania o dar — o to, dlaczego osoby w ogóle istnieją i dla kogo? To pytanie nie rozwiązuje się w ramach antropologii. Otwiera się, po cichu, na coś innego.
Bibliografia
- Clarke, Norris (b.d.).Person, Being, and St. Thomas. — „Być to być substancją-w-relacji."
- von Balthasar, Hans Urs (b.d.).The Glory of the Lord, Vol. 5. s. 457. — „Byt istniejący może stać się aktualny jedynie przez uczestnictwo w akcie Bytu."
- Ulrich, Ferdinand (b.d.).Homo Abyssus. — „Każdy aspekt teorii uczestnictwa jest ufundowany na świadomości naszej ludzkiej natury, która jest zarazem duchowa i cielesna."
- Maritain, Jacques (b.d.).The Person and the Common Good. — „Miłość poszukuje tego centrum… zdolnego dawać i dawać siebie."
- Selner (b.d.).Thomistic Personalism and Creation Metaphysics: Norris Clarke. — „W sensie ontologicznym istota ludzka jest «kimś» od samego początku."
- Archer, Margaret S. (b.d.).Being Human: The Problem of Agency. Część I. — „Ludzkość jako rodzaj naturalny nie podlega transmutacji w rodzaj inny i odmienny."
<p style="font-style:italic;">Zastrzeżenie: Poglądy i treść tego wpisu są własnością autora. Do redakcji gramatyki i poprawy jasności tekstu wykorzystano sztuczną inteligencję.</p>