Praktyczne wyzwanie: dlaczego młodzi katoliccy dorośli mają trudności z faktycznym poznaniem się nawzajem

Młodzi katoliccy mężczyźni i kobiety deklarują, że wyznają te same wartości, lecz przeżywają zaloty jako proces oceniania drugiej osoby, a nie prawdziwego spotkania z nią. „National Catholic Register" prześledzył ten wzorzec wśród młodych dorosłych i liderów duszpasterskich w całym kraju. Problem nie leży w braku zgodności charakterów — lecz w nawyku osądzania drugiego człowieka, zanim się go naprawdę pozna.

June 9, 20265 min read
Praktyczne wyzwanie: dlaczego młodzi katoliccy dorośli mają trudności z faktycznym poznaniem się nawzajem

Liz Conway myślała, że jej pierwsza randka przebiegła pomyślnie. Swobodna rozmowa, wiele wspólnych zainteresowań, wieczór, który mógł zaowocować kolejnym spotkaniem. Tak się jednak nie stało. Od wspólnych znajomych dowiedziała się później, że jej towarzysz przez większą część wieczoru oceniał ją według wewnętrznej listy kryteriów, jakie powinna spełniać przyszła żona. „On tak naprawdę nie próbował mnie poznać" — powiedziała Conway, 28-letnia rozmówczyni National Catholic Register. „Sprawdzał tylko, czy zdaję 'tajny egzamin na żonę'". Jak przyznała, miała już wiele pierwszych randek, ale rzadko dochodziło do drugiej.

Historia Conway nie jest odosobniona. Z niedawnych reportaży Register wyłaniają się podobne świadectwa młodych dorosłych katolików, prelegentów i liderów duszpasterskich z całego kraju. Kobiety opisują, że są oceniane, zanim ktokolwiek zada sobie trud ich poznania. Mężczyźni mówią o lęku przed tym, jak zostaną odebrani. Jedni i drudzy postrzegają randkowanie jako coś, co zaczyna się od analizy, a nie od gotowości do rzeczywistego spotkania z drugim człowiekiem.

Uderzające jest to, że mówimy o ludziach, którzy dzielą tę samą Mszę świętą, te same zobowiązania sakramentalne i wspólną wizję małżeństwa. Przepaść między nimi nie dotyczy przekonań. Dotyczy tego, co dzieje się w przestrzeni społecznej, zanim jeszcze zacznie się jakakolwiek prawdziwa rozmowa: ocena wyparła spotkanie.

Ocena zamiast spotkania

Antropologia katolicka głosi, że każda osoba jest podmiotem — kimś, kogo należy spotkać, poznawać stopniowo i kochać w jej niepowtarzalnej jedyności — a nie zestawem cech do zmierzenia wedle określonego wzorca. Gdy ta zasada rządzi życiem relacyjnym, pierwszym ruchem ku drugiemu człowiekowi jest otwartość. Zakłada ona autentyczną ciekawość, gotowość na zaskoczenie i tolerancję wobec nieuchronnej na początku nieznajomości.

To, co opisują rozmówcy Register, to kultura, która odwróciła ten porządek. Lista kryteriów pojawia się przed rozmową. Rozeznanie — prawdziwa i potrzebna praktyka duchowa — zostaje sprowadzone do zasłony dla czegoś, co w istocie jest lękiem przed wrażliwością. To odwrócenie nie wynika ze złej woli. Wynika z formacji w epoce cyfrowej: aplikacje sprowadzają osoby do przesuwalnych w lewo lub w prawo miniatur, media społecznościowe nagradzają starannie wyreżyserowaną autoprezentację, a wszechobecna kulturowa presja sprawia, że porażka uczuciowa wydaje się nieproporcjonalnie kosztowna. Młodzi katolicy wchłaniają te naciski tak samo jak wszyscy inni.

Warto nazwać działający tu mechanizm psychologiczny. Lęk, działając poniżej progu świadomości, kształtuje zachowanie poprzez unikanie i kontrolę. W kontekście relacyjnym oznacza to gromadzenie wystarczającej ilości informacji przed dopuszczeniem do prawdziwego kontaktu — utrzymywanie drugiej osoby na dystansie poznawczym, podczas gdy dane są zbierane i ważone. Sprawia to wrażenie roztropności. Może nawet brzmieć jak rozeznanie. Kiedy jednak oboje potencjalni partnerzy jednocześnie przyjmują taką postawę, efektem nie jest bezpieczeństwo. Jest nim wzajemna niewidzialność.

Dom Jean-Baptiste Chautard, pisząc o formacji apostolskiej, opisywał różnicę między pokrywaniem innych „chrześcijańskim lakierem" a prawdziwym angażowaniem się w ich wzrost — między powierzchownym zaangażowaniem a takim, które naprawdę przemienia ludzi.[^1] To samo rozróżnienie stosuje się tutaj. Kultura randkowania zbudowana wokół powierzchownej oceny rodzi powierzchowne spotkania — albo nie rodzi ich wcale.

Cztery praktyczne zmiany

Przepaść zidentyfikowana przez Register to problem formacyjny, nie organizacyjny. Nie zamknie jej więcej wydarzeń ani lepsze aplikacje. Zamknąć ją może — stopniowo, przez celową praktykę — świadome kształtowanie innych nawyków. Warto wymienić cztery z nich.

Przychodź bez gotowego wyroku.Przed kolejnym spotkaniem towarzyskim lub pierwszą randką zauważ, jakie założenia już w tobie działają. Czy spodziewasz się rozczarowania? Że nie sprostasz oczekiwaniom? Nazwij to założenie wprost, choćby tylko przed sobą. Chodzi nie o rezygnację z rozeznania, lecz o to, by odłożyć je na tyle długo, żeby prawdziwy człowiek mógł stać się dla ciebie widzialny.

Zadawaj pytania, na które nie odpowie żadna lista kryteriów.„Nad czym teraz pracujesz i co ma dla ciebie znaczenie?" otwiera rozmowę. „Do jakiej parafii chodzisz?" otwiera filtr. Pytania zapraszające do opowiedzenia historii i odsłonięcia tego, co niepowtarzalne, tworzą warunki do prawdziwego spotkania; pytania zaprojektowane do sortowania — nie.

Odróżniaj lęk od roztropności.Roztropność jest cnotą, która stosuje prawy rozum do działania. Lęk jest emocją, która zawęża postrzeganie i sprawia, że unikanie wydaje się mądrością. Od wewnątrz mogą wyglądać identycznie. Pomocny sprawdzian: czy wahanie pochodzi od czegoś, co rzeczywiście zaobserwowałeś, czy od historii, którą napisałeś zanim jeszcze dotarłeś na miejsce?

Nazywaj to, co dzieje się w twojej wspólnocie.Rozmówcy Register — liderzy duszpasterscy, prelegenci, sami młodzi dorośli — opisują ten wzorzec jako powszechny, lecz rzadko wprost nazywany. Wspólnoty, które nazywają go jasno i bez wstydu, tworzą przyzwolenie na inne zachowanie. Osoba, która powie: „Myślę, że nauczyliśmy się dobrze oceniać, a gorzej nam idzie rzeczywiste spotykanie się z sobą" — robi więcej dla formacji niż dziesięć sprawnie przeprowadzonych wydarzeń.

Hans Urs von Balthasar wskazał lęk jako jedną z głównych sił uniemożliwiających odpowiedź na autentyczne powołanie — lęk przed wrażliwością, lęk przed niesprostaniem wymaganiom, lęk przed nieprzewidywalnym spotkaniem z drugim człowiekiem.[^2] Lęk kształtujący kulturę katolickiego randkowania nie różni się od niego jakościowo. To ten sam lęk, ubrany w język standardów i roztropności, spełniający tę samą funkcję: trzymający ludzi w bezpiecznej odległości od siebie nawzajem.

Drogą wyjścia nie jest rezygnacja z osądzania. Jest nią odzyskanie spotkania jako pierwszego aktu — gotowości, by być obecnym wobec człowieka stojącego przed tobą, zanim zdecydujesz, czym jest.

Bibliografia

[^1]: Dom Jean-Baptiste Chautard,Dusza wszelkiego apostolstwa, tłum. Thomas Merton (Trappist, KY: Abbey of Gethsemani, 1946), rozdz. 4. [^2]: Hans Urs von Balthasar,Stan chrześcijański(San Francisco: Ignatius Press, 1983), s. 353.