Edycja genów ludzkich embrionów rodzi pilne pytania o to, komu przysługuje godność osoby

Naukowcy z Uniwersytetu Columbia osiągnęli to, co „New York Times" określa mianem „bezprecedensowej precyzji" w edycji DNA ludzkich embrionów, wywołując pytania bioetyczne dotykające samego sedna tego, jak nauka definiuje osobę ludzką. Ojciec Tadeusz Pacholczyk z Narodowego Centrum Bioetyki Katolickiej przekonuje, że eksperymenty te były zbędne i nieetyczne, ponieważ te same dane biologiczne można było uzyskać, przeprowadzając badania na embrionach zwierzęcych. Kontrowersje te odsłaniają głębsze napięcie między nadzieją na lecznicze zastosowania a fundamentalną godnością ludzkiego życia w jego najwcześniejszych stadiach.

June 12, 20267 min read
Edycja genów ludzkich embrionów rodzi pilne pytania o to, komu przysługuje godność osoby

Edycja genów ludzkich embrionów rodzi pilne pytania o to, kto jest osobą

Nauka ma długą i owocną tradycję przekraczania granic w służbie ludzkiego rozkwitu. Pytanie, które bioetycy stawiają dziś opinii publicznej, nie brzmi: czy edycja genów niesie ze sobą obietnicę? – lecz: czy metody stosowane w doskonaleniu tej technologii uszanowały granice wyznaczające sens człowieczeństwa.

Badacze z Uniwersytetu Columbia pod kierunkiem Dietera Egliego, profesora biologii komórkowej rozwoju w Katedrze Pediatrii, zastosowali technikę zwaną edycją zasad, polegającą na zastępowaniu pojedynczych liter genetycznych w sekwencjach DNA ludzkich embrionów. Według raportu „New York Timesa" z czerwca 2025 roku osiągniętą precyzję określono jako „bezprecedensową dokładność" w tej dziedzinie. W odróżnieniu od metody CRISPR – powszechniej znanych nożyczek genetycznych, słynących z przypadkowych uszkodzeń sekwencji DNA – podejście Egliego wydaje się minimalizować uboczne zaburzenia genetyczne. Potencjalne skutki uboczne pozostają nieznane, a technika nie jest jeszcze gotowa do zastosowania klinicznego.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak nieskomplikowany postęp naukowy. Kryją się za nim jednak pęknięcia etyczne, które zasługują na poważną i trwałą uwagę.

Co tak naprawdę zrobiła nauka

Badania prowadzone na Columbii obejmowały edycję DNA ludzkich embrionów – istot będących na najwcześniejszym etapie rozwoju. Ojciec Tadeusz Pacholczyk, neurobiolog i starszy etyk w Narodowym Centrum Bioetyki Katolickiej, zareagował wprost i bez niedomówień: eksperymenty powinny były być przeprowadzone na embrionach zwierzęcych, nie ludzkich.

„Próba dokonywania modyfikacji genetycznych w sposób sprawniejszy niż dotychczas osiągany to dokładnie ten rodzaj eksperymentu, który powinien był być przeprowadzony na embrionach zwierzęcych, a nie ludzkich" – powiedział Pacholczyk w rozmowie z EWTN News. „Te same podstawowe informacje biologiczne, jakie podano w tych badaniach, można by z powodzeniem uzyskać w ten sposób."

To nie jest marginalny sprzeciw teologiczny. Jest to argument zakorzeniony w samej metodologii naukowej. Jeśli równoważne dane są możliwe do uzyskania na modelach zwierzęcych, to decyzja o użyciu ludzkich embrionów nie jest koniecznością naukową, lecz wyborem etycznym – i to wyborem o poważnych konsekwencjach dla tego, jak środowisko naukowe rozumie własne przedmioty badań.

Embriony wykorzystane w badaniach na Columbii pozyskano dwoma drogami. Część pochodziła od rodziców w klinikach leczenia niepłodności – od osób, którym po procedurach in vitro pozostały nadliczbowe embriony. Inne zostały stworzone wyłącznie na potrzeby badań: pobrano komórki jajowe od kobiet, zapłodniono je w warunkach laboratoryjnych i powołano do istnienia jedynie po to, by służyły jako materiał doświadczalny. W kilku przypadkach ludzkie embriony zostały celowo zniszczone po zakończeniu prac nad edycją zasad – w celu pozyskania embrionalnych komórek macierzystych do dalszych badań.

Pacholczyk określił te embriony, bez retorycznego łagodzenia, mianem „niezwykle małych, pozostawionych bez opieki dzieci", przekazanych naukowcom, oraz „ludzkich embrionów w szkle", stworzonych po to, by służyć jako „surowiec do badań i eksperymentów".

Problem osoby w samym centrum sporu

Język używany zarówno w relacjach naukowych, jak i w krytyce Pacholczyka odsłania coś istotnego na temat leżącego u podstaw sporu. Kiedy „New York Times" opisuje embrion jako materiał do badań, a Pacholczyk określa tę samą istotę mianem dziecka, żadne z nich nie dokonuje po prostu wyboru stylistycznego. Każde z nich wypowiada twierdzenie ontologiczne – o tym, jakim bytem jest to, co istnieje od chwili zapłodnienia.

To właśnie teren, na którym antropologia katolicka i współczesna bioetyka przecinają się w sposób mający ogromne znaczenie dla zdrowia psychicznego, dobrostanu i ludzkiego rozkwitu w szerokiej skali. Katolicko-chrześcijańskie rozumienie osoby głosi, że życie ludzkie posiada przyrodzoną godność od chwili poczęcia – nie ze względu na etapy rozwoju, funkcje poznawcze czy uznanie społeczne, lecz ze względu na to, czym ten byt jest. To metafizyczne twierdzenie ma wymierne konsekwencje dla tego, jak systemy opieki zdrowotnej, instytucje badawcze i ramy terapeutyczne traktują populacje narażone na krzywdę.

Historia medycyny zawiera trzeźwe przykłady tego, co się dzieje, gdy definicja osoby uzależniona zostaje od użyteczności lub etapu rozwoju. To nie są abstrakcyjne ostrzeżenia. Są to udokumentowane wzorce z udokumentowanymi ofiarami. Obecna debata wokół eksperymentów na embrionach nie jest oderwana od tamtych historii. Jest współczesnym rozdziałem tej samej trwającej negocjacji między ambicją naukową a ograniczeniem etycznym.

Eugenika u progu

Rozwijająca się technologia edycji zasad niesie ze sobą drugą warstwę złożoności etycznej, która wykracza poza kwestię badań na embrionach i wkracza na obszar projektowania człowieka. Edycja genów na etapie embrionalnym mogłaby, co do zasady, być stosowana do eliminowania mutacji wywołujących choroby, zanim ujawnią się one u żyjącej osoby. Potencjał terapeutyczny tego zastosowania jest realny i nie należy go lekceważyć.

Ta sama technologia, zastosowana z innymi intencjami, mogłaby jednak służyć do selekcji lub eliminowania cech nienarodzonych dzieci na podstawie preferencji rodziców lub społeczeństwa. Granica między interwencją terapeutyczną a selekcją eugeniczną nie zawsze jest w praktyce tak wyraźna, jak wydaje się w teorii – a instytucjonalne naciski kształtujące finansowanie badań, ofertę klinik leczenia niepłodności i zakres ubezpieczeń nie były historycznie wiarygodnymi strażnikami tej granicy.

Obawa ojca Pacholczyka, podzielana przez wielu katolickich bioetyków, a także przez niemałą liczbę bioetyków świeckich, polega na tym, że prowadzone obecnie badania budują infrastrukturę techniczną dla zastosowań, które nie zostały jeszcze etycznie rozstrzygnięte. Edycja zasad o bezprecedensowej dokładności jest narzędziem. Liczy się to, kto je kontroluje, w jakich ramach regulacyjnych i z jakim rozumieniem osoby ludzkiej jako swojego przedmiotu.

Odporność wymaga fundamentu

Dla osób pracujących w obszarze katolickiej ochrony zdrowia psychicznego, psychologii pozytywnej i duchowości opartej na wierze rozmowa o edycji genów nie jest odległą abstrakcją. Łączy się bezpośrednio z pytaniami, z którymi praktycy stykają się w pracy terapeutycznej na co dzień: Co jest źródłem godności człowieka? Co sprawia, że życie zasługuje na ochronę? Jak wspólnoty budują i podtrzymują więzi umożliwiające uzdrowienie?

Sojusz terapeutyczny – ta niezastąpiona relacja między klinicystą a klientem – zbudowany jest na fundamentalnym założeniu, że osoba po drugiej stronie stołu posiada przyrodzoną wartość. To założenie nie jest oczywiste w każdym systemie myślenia. Wymaga spójnego ujęcia tego, czym jest osoba. Antropologia katolicka dostarcza jednego z najdojrzalszych i najbardziej odpornych takich ujęć – dopracowywanego przez wieki filozoficznego, teologicznego i klinicznego namysłu.

Gdy ta antropologia zostaje przyłożona do takich kwestii jak eksperymenty na embrionach, nie generuje wyłącznie zakazów. Generuje pozytywną wizję osoby ludzkiej jako nieodwołalnie wartościowej, ukierunkowanej na relację, prawdę i transcendencję, zasługującej na ochronę na każdym etapie rozwoju. Ta sama wizja ożywia najlepszą pracę w obszarze opieki uwzględniającej traumę, badań nad odpornością psychiczną i integratywnego zdrowia psychicznego.

Badania Uniwersytetu Columbia i reakcja, jaką wywołały ze strony takich postaci jak ojciec Pacholczyk, stanowią doniosły moment w długotrwałej kulturowej negocjacji. Technologia postępuje naprzód. Ramy etyczne zostają w tyle. Luka między tymi dwoma trajektoriami to przestrzeń, w której w nadchodzących dziesięcioleciach będą zapadać jedne z najbardziej brzemiennych w skutki decyzji dotyczących ludzkiego życia.

Precyzja w nauce wymaga precyzji w etyce

W języku stosowanym do opisu techniki edycji zasad Egliego kryje się pewna ironia. Słowo „precyzja" pojawia się wielokrotnie w relacjach z tych badań i ma być pochwałą. Precyzja ma znaczenie w edycji genów, ponieważ jej brak powoduje szkody. Edycje poza celem – znane z metody CRISPR – zaburzają sekwencje, których modyfikacja nie była zamierzona. Precyzja, odwrotnie, oddziałuje wyłącznie na zamierzony cel.

Ten sam standard obowiązuje w rozumowaniu etycznym. Nieprecyzyjne myślenie o osobie, o statusie moralnym embrionów, o różnicy między terapią a selekcją, powoduje szkody rozchodzące się poza bezpośredni eksperyment. Precyzyjne rozumowanie etyczne, zakorzenione w spójnym i dobrze rozwiniętym ujęciu osoby ludzkiej, nie jest wrogiem postępu naukowego. Jest warunkiem, na którym postęp naukowy pozostaje autentycznie ukierunkowany na ludzkie dobro.

Krytyka Pacholczyka jest w tym sensie wezwaniem do precyzji. Eksperymenty na Columbii nie były nieprecyzyjne pod względem technicznym. Były nieprecyzyjne w swoich ramach etycznych: sięgnięto po ludzkich badanych, gdy dostępne były modele zwierzęce, powołano życie po to, by je zakończyć, i przyjęto etap rozwoju jako właściwe kryterium tego, czy bytowi należy się ochrona.

Perspektywa przyszłości

Rozmowa o edycji genów, badaniach na embrionach i osobie ludzkiej nie rozstrzygnie się za sprawą żadnego pojedynczego oświadczenia bioetycznego ani publikacji naukowej. Będzie się toczyć w instytucjach, ciałach regulacyjnych, klinikach leczenia niepłodności, komisjach etycznych uczelni i w żywych decyzjach rodzin poruszających się w obszarze medycyny reprodukcyjnej.

To, co środowiska katolickiej ochrony zdrowia psychicznego i duchowości opartej na wierze wnoszą do tej rozmowy, to nie przede wszystkim zestaw zakazów, lecz spójna i uczłowieczająca wizja osoby. Wizja ta głosi, że każda istota ludzka – niezależnie od etapu rozwoju, zdolności poznawczych czy użyteczności społecznej – nosi w sobie godność, która poprzedza to, co nauka może zmierzyć lub zmodyfikować, i przekracza jej granice.

Precyzja celebrowana w badaniach edycji zasad prowadzonych na Columbii jest naprawdę imponująca. Pytanie, które stawiają bioetycy tacy jak Pacholczyk – i które praktycy katolickiej ochrony zdrowia psychicznego oraz psychologii pozytywnej muszą podejmować nadal – brzmi: czy nauka z czasem wypracuje równie precyzyjne ujęcie bytu, który poddaje edycji.

Artykuł korzysta z relacji EWTN News i „New York Timesa" oraz z publicznych wypowiedzi ojca Tadeusza Pacholczyka z Narodowego Centrum Bioetyki Katolickiej.

Related — justice fairness