Co Pema Chödrön rozumie trafnie — a czego nie dostrzega
Pema Chödrön uczy, że lepiej jest zgodzić się ze swoim lękiem niż przed nim uciekać — i ma rację. Jednak buddyjskie ramy, na których opiera się jej metoda, pozostawiają cierpiącą osobę strukturalnie pustą. Katolicka antropologia chrześcijańska osadza to samo spostrzeżenie w jedności ciała i duszy, w tomistycznym ujęciu namiętności oraz w karmelitańskiej tradycji biernego oczyszczenia — a czyniąc to, prowadzi praktykującego znacznie dalej.
Pema Chödrön ma 89 lat i większość z nich poświęciła na nauczanie jednej z najbardziej kontr-intuicyjnych prawd życia kontemplacyjnego: że właściwą odpowiedzią na lęk jest zgoda, a nie ucieczka. Niedawny wywiad Ezry Kleina z nią przybliżył to nauczanie nowemu gronu odbiorców, a odzew był — jak można się było spodziewać — ogromny. Ludzie desperacko szukają sposobu, by przestać walczyć z własnym umysłem.
Ta desperacja jest zrozumiała. Warto jednak zbadać, czy ramy, które proponuje Chödrön — zakorzenione w filozofii buddyzmu tybetańskiego — stanowią najgłębsze wyjaśnienie skuteczności jej metody, czy też katolicka antropologia chrześcijańska potrafi precyzyjniej opisać ten mechanizm i poprowadzić osobę dalej.
Niniejszy esej opowiada się za tym drugim. Pedagogia Chödrön nazywa coś rzeczywistego: jałową rekursję lęku przed lękiem i dziwną ulgę, jaką przynosi zaprzestanie opierania się wewnętrznemu doświadczeniu. Jednak buddyjski opis pozostawia „ja" jako strukturalnie puste — proces, a nie osobę — i ta pustka ma konsekwencje duszpasterskie. Gdy katolicka antropologia osadzi ten sam wgląd w jedności ciała i duszy, w roli namiętności w formacji moralnej oraz w karmelitańskiej tradycji biernego oczyszczenia, praktykujący zyskuje nie tylko technikę, lecz także telos.
Pułapka, której sama gotowość nie jest w stanie otworzyć
Steven Hayes[^1], którego Terapia Akceptacji i Zaangażowania (ACT) jest najbardziej przebadanym empirycznie świeckim spadkobiercą wglądu w stylu Chödrön, opisuje centralny paradoks z niezwykłą jasnością. Jeśli ktoś decyduje się być gotowym odczuwać lęk jedynie dlatego, że ma nadzieję, iż ta gotowość sprawi, że lęk zniknie, to gotowość jest fałszywa, a lęk się pogłębia. Pułapka jest logiczna: cel wyeliminowania dyskomfortu nie może współistnieć z autentyczną otwartością na dyskomfort. Hayes pisze, że prawdziwa akceptacja oznacza „przyjęcie w pełni, w danym momencie, bez obrony" — jest przyjęciem, nie strategią.[^1]
To jest trafne, o ile sięga. Jednak opis ACT ma lukę. Mówi osobie, czym akceptacja nie jest (mechanizmem radzenia sobie), lecz nie wyjaśnia w pełni, co czyni autentyczną akceptację możliwą dla istoty, która jest ze swej natury stworzeniem pragnącym. Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć zwrócić się ku cierpieniu, skoro cierpienie nie ma wewnętrznego sensu?
Buddyjska odpowiedź jest elegancka: cierpienie rodzi się z przywiązania, a „ja", które cierpi, samo jest konstruktem. Puszczenie „ja" rozwiązuje problem. Jednak z perspektywy katolickiego chrześcijanina właśnie tu antropologia rozchodzi się radykalnie — i tu stawka duszpasterska staje się realna.
Namiętności nie są problemem
Akwinata, czerpiąc z psychologii władz Arystotelesa, twierdzi, że namiętności — strach, smutek, pożądanie, nawet pobudzenie, które nazywamy lękiem — są same w sobie moralnie neutralne i stają się dobre lub nieuporządkowane w zależności od tego, czy zostały zintegrowane z rozumem i wolą. Lęk w tym ujęciu nie jest oznaką tego, że „ja" nie zdołało się zdekonstruować. Jest oznaką, że pożądanie zmysłowe dostrzegło realne lub pozorne zagrożenie i że organizm reaguje za pomocą danego mu przez Boga mechanizmu ochronnego.
Ma to znaczenie kliniczne, ponieważ zmienia sens tego, co czyni praktykujący, gdy „zgadza się" ze swoim lękiem. W ramach buddyjskich rozluźnia przywiązanie do „ja". W ramach tomistycznych dokonuje aktu zmysłu kogitacyjnego — tego, co Benjamin Suazo nazywa władzą, przez którą osoba ludzka ocenia konkretne szczegóły w ich specyficznym znaczeniu dla jednostki — i wprowadza tę ocenę w dialog z rozumem, zamiast pozwalać, by strach zawłaszczył całą ocenę sytuacji.
Kevin Majeres[^3], którego praca stosuje katolickie zasady poznawczo-behawioralne bezpośrednio do lęku, opisuje trzyetapowy proces, w którym osoba odczuwająca lęk jest proszona najpierw o przeformułowanie momentu lęku jako okazji do uczenia się, następnie o jak najpełniejsze odczucie fizycznego doznania alarmu — zlokalizowanie go, zauważenie, jak zmienia się wraz z oddechem — i wreszcie o pozwolenie, by przebiegł swój naturalny łuk.[^3] Krzywa uczenia się bezpieczeństwa, którą opisuje, może się zamknąć w zaledwie 90 sekund lub trwać nawet 90 minut, ale w sposób niezawodny dobiega końca, gdy osoba pozostaje z wyzwalaczem zamiast uciekać od niego na zewnątrz lub odwracać uwagę wewnętrznie.
To, co Majeres dodaje do Chödrön — i co Hayes dostarcza jedynie częściowo — to kontekst teleologiczny. Lęk jest spotykany nie z celem rozpuszczenia „ja", lecz z uznaniem, że system emocjonalny jest wychowywalny — że strach, gdy nie jest unikany, staje się daną dla zmysłu kogitacyjnego i ostatecznie modyfikuje ujęcia, które go zrodziły. Namiętności nie są problemami do rozpuszczenia — są czeladnikami, których trzeba wyszkolić.
Gdy ciekawość staje się rachunkiem sumienia
Gabor Maté[^2], pisząc o uzależnieniu, wprowadza akronim COAL — curiosity, openness, acceptance, love (ciekawość, otwartość, akceptacja, miłość) — jako wewnętrzną postawę, z której osoba może badać własne nieuporządkowane wzorce bez ryzyka, że badanie stanie się kolejną formą potępienia.[^2] „Umiejętność podejścia do siebie z lekkością — pisze, parafrazując Chödrön — jest kluczem do poczucia się jak u siebie we własnym ciele, umyśle i emocjach". Pytanie „Dlaczego znowu to zrobiłem?" staje się w tym trybie nie prokuratorskim żądaniem, lecz naprawdę otwartym dociekaniem.
Tu katolicki czytelnik odczuje rezonans najsilniej — i tu odrębność chrześcijańskiego ujęcia staje się najważniejsza. Postawa opisywana przez Maté jest strukturalnie podobna do tego, co Ignacy Loyola zaleca w Rachunku sumienia: dwukrotnego w ciągu dnia przeglądu wewnętrznych poruszeń, dokonywanego nie z surową samokrytyką, lecz oczami osoby, która wierzy, że jest znana i kochana przez Boga, zanim jeszcze zacznie. Ignacjański badacz jest ciekawy własnego życia wewnętrznego, ponieważ wierzy, że to życie wewnętrzne jest miejscem Bożej komunikacji — a nie dlatego, że zawiesił sąd o realności „ja".
Oto kluczowy wgląd: ciekawość wobec cierpienia jest trwała na przestrzeni całego ludzkiego życia tylko wtedy, gdy jest osadzona w uprzednim przekonaniu o godności osoby. W buddyjskich ramach ciekawość ostatecznie rozpuszcza swój własny podmiot. W katolickich ramach ciekawość pogłębia samopoznanie podmiotu i — to jest krok decydujący — zwiększa jego zdolność do miłości wobec innych, którzy cierpią w ten sam sposób.
Bierne oczyszczenie i logika ciemnej nocy
Jan od Krzyża, w swoim opisie biernych oczyszczeń duszy, przedstawia coś, co z zewnątrz wygląda jak kliniczny lęk, a od wewnątrz — jak duchowe opuszczenie. Dusza w ciemnej nocy zmysłów odkrywa, że jej dotychczasowe pociechy zostały jej odebrane; modlitwa staje się sucha, wola ospała, umysł zamglony. W ujęciu Jana to nie jest patologia — to Boża metoda pedagogiczna oczyszczania przywiązania do duchowych pocieszeń, aby dusza mogła przyjąć bardziej bezpośrednie zjednoczenie z Bogiem.
Katolicki praktykujący, który rozumie ten opis, dysponuje zasobem niedostępnym dla buddysty ani dla terapeuty ACT: możliwością, że dany epizod cierpienia nie jest jedynie czymś do „zaakceptowania", lecz czymś aktywnie celowym w ramach porządku Opatrzności. Nie oznacza to, że każdy lęk jest ciemną nocą ani że interwencje kliniczne są zbędne. Oznacza to, że ramy interpretacyjne cierpienia nie są neutralne i że interpretacja wpływa na samą fenomenologię cierpienia.
Geniusz Chödrön polega na tym, że przekazała coś z tego wglądu ponad granicą kulturową i udostępniła go milionom świeckich czytelników, którzy w innym wypadku nigdy by go nie spotkali. Metoda, której naucza — przestań uciekać, zwróć się ku lękowi, bądź ciekawy — jest naprawdę pomocna i spójna z najlepszymi dowodami zarówno z ACT, jak i z katolickich podejść poznawczo-behawioralnych.
Jednak katolickie ujęcie obejmuje więcej. Obejmuje osobę — osobę cierpiącą — która nie jest procesem do obserwowania, lecz duszą, w której obraz Boży jest odtwarzany przez trudności. Ciało nie jest tymczasowym schronieniem dla świadomości; jest środkiem, przez który dusza działa w świecie i przez który zwykle działa łaska. Lęk odczuwany w klatce piersiowej nie jest jedynie „odczuciem", lecz wydarzeniem w zintegrowanej osobie, ciele i duszy razem, której towarzyszy Bóg, który przyjął ten sam złożony byt ciała i duszy we Wcieleniu.
Czego metoda potrzebuje — i co oferuje tradycja
Presence+ służy czytelnikom, którzy są już zainteresowani przenikaniem się zdrowia psychicznego i formacji duchowej. Dla tych czytelników nauczanie Chödrön warto przyjąć z wdzięcznością i rozeznaniem. Rozeznanie nie jest odrzuceniem jej wglądu, lecz wyjaśnieniem tego, co go uzasadnia.
Zgoda na własny lęk nie jest ostatnim słowem. Jest pierwszym krokiem dłuższej drogi — drogi, którą tradycja chrześcijańska nazywa wzrastaniem w cnocie kardynalnej męstwa, a konkretnie w tej podcnocie, którą Akwinata nazywa wytrwałością: zdolności do pozostawania obecnym wobec trudności na przestrzeni czasu bez załamania i ucieczki. Wytrwałość nie jest tym samym co wytrzymałość w sensie stoickim. Jest nabytą sprawnością woli, wspartą łaską, która pozwala osobie pozostawać zaangażowaną we własne życie wewnętrzne właśnie dlatego, że wie ona, iż to życie wewnętrzne jest ukierunkowane na coś, co je przekracza.
Pema Chödrön ma rację, że ucieczka przed lękiem jest złą odpowiedzią. Tradycja katolicka potrafi nam powiedzieć, dlaczego warto zostać.
Bibliografia
- Hayes, Steven (lektura polecana).Steven Hayes, filmy o ACT i RFT. — „jeśli jesteś gotowy odczuwać lęk jedynie po to, by stać się mniej lękliwym, to tak naprawdę nie jesteś gotowy odczuwać lęku"
- Maté, Gabor (lektura polecana).In the Realm of Hungry Ghosts. — „Umiejętność podejścia do siebie z lekkością jest kluczem do poczucia się jak u siebie we własnym ciele, umyśle i emocjach"
- Majeres, Kevin (lektura polecana).How to Approach Anxiety. — „dopóki naprawdę pozostają z wyzwalaczem i pozwalają sobie odczuwać lęk… ta krzywa z pewnością się pojawi"