Opętanie, psychoza i dylemat klinicysty: przewodnik praktyczny

Jeden z czytelników pyta, czy opętanie przez demona jest rzeczywistością i jak klinicysta może odróżnić je od psychozy. Pytanie to zasługuje na poważną odpowiedź — taką, która ani nie pomija wymiaru duchowego, ani nie rezygnuje z diagnozy. Niniejsza kolumna podejmuje oba te zagadnienia.

June 3, 20268 min read

Czytelnik pisze:Czy opętanie przez demony jest rzeczywiste? Jak klinicysta może odróżnić psychozę od opętania? Jakie istnieją praktyczne wskazówki?

To pytanie niesie w sobie ciężar, którego nie udźwignęłaby żadna prosta odpowiedź „tak" lub „nie". Zazwyczaj kryje się za nim coś konkretnego: pacjent, który nie reaguje na leki zgodnie z przewidywaniami modelu, członek rodziny, którego zachowanie ma jakość przypominającą mniej chorobę, a bardziejobecność— albo własny niepokój klinicysty na granicy przypadku, którego nie potrafi do końca ująć w kategorie. Pytanie jest zasadne, niepokój jest wyrazem zawodowej odpowiedzialności, a tradycja rozmyśla nad tym zagadnieniem dłużej, niż istnieje psychiatria.

Czego naprawdę naucza Kościół

Kościół katolicki potwierdza, że opętanie demoniczne — w którym czynnik ponadnaturalny wywiera wpływ na ciało człowieka i, w pewnym stopniu, na jego władze — jest możliwe. Nie jest ono jednak zjawiskiem powszechnym. Katechizm precyzyjnie to rozróżnia, oddzielając opętanie od zwykłego wpływu Złego (który dotyka całą upadłą ludzkość) oraz od duchowego ucisku, który może towarzyszyć poważnemu nieładowi moralnemu. Ryt egzorcyzmu, zrewidowany w 1999 roku, wymaga, aby mianowany przez biskupa egzorcysta ściśle współpracował z lekarzem lub psychiatrą przed przystąpieniem do uroczystego egzorcyzmu. Kościół nie jest naiwny wobec psychopatologii — naleganie na uprzednią ocenę medyczną jest warunkiem koniecznym, a nie kwestią drugorzędną.

Ma to znaczenie kliniczne, ponieważ ramy eklezjalne zawierają już perspektywę „i jedno, i drugie": prawdziwa choroba psychiatryczna może współistnieć z nieładem duchowym, a obecność jednego nie wyklucza drugiego. Benjamin Suazo, w swoich badaniach nad psychopatologią i moralnym złem, dowodzi, że współczesna psychoterapia w znacznej mierze nie wypracowała kategorii dla zaburzeń mających źródło na poziomie dobrowolnego życia moralnego, a nie w procesach neurologicznych czy psychodynamicznych.[^1] Problem nie polega na tym, że klinicyści są niereligijni — wielu z nich jest wierzących — lecz na tym, że pojęciowy słownik służący odróżnianiu kategorii moralnych i duchowych od patologicznych nie został przejęty przez współczesną nozologię. W efekcie klinicyści wyszkoleni w kryteriach DSM nie dysponują żadną kategorią diagnostyczną dla tego, co tradycja nazywa zaburzeniem ponadnaturalnym, i dlatego albo je odrzucają, albo całkowicie je patologizują, albo bez żadnych wskazówek odsyłają pacjenta do duchownych.

Czym opętanie nie jest

Wyobraźnia popularna o opętaniu kształtowana jest przez kino, które upodobało sobie to, co dramatyczne i nieprzerwane. Prawdziwe przypadki, gdy Kościół oceniał je z należytą starannością, mają charakter bardziej epizodyczny i kontekstowo uwarunkowany. Warto wymienić kilka wyróżników zaczerpniętych z tradycji i literatury porównawczej.

Prawdziwe opętanie (lub poważny wpływ ponadnaturalny) ujawnia zwykle awersję do konkretnych przedmiotów lub słów świętych — nie do symboli religijnych w ogóle, lecz do przedmiotów specjalnie poświęconych lub konsekrowanych — gdy osoba nie mogła znać ich statusu. Przejawia wiedzę, której osoba nie powinna posiadać: języki, których nigdy się nie uczyła, prywatne informacje o nieznajomych, dokładną wiedzę o odległych zdarzeniach. Często towarzyszą mu zjawiska fizyczne nieproporcjonalne do rozmiarów lub kondycji osoby. Zazwyczaj ustępuje lub zanika podczas obrzędów sakralnych, by potem powrócić.

Ten ostatni punkt ma istotne znaczenie diagnostyczne. Objawy psychotyczne zazwyczaj nie reagują na modlitwę, słowa święte ani obecność kapłana w taki sposób, by następowała przemijająca remisja, po której następuje nawrót. Jeśli jednak tak się dzieje, ów wzorzec sam w sobie jest daną — nie dowodem, lecz daną wartą odnotowania.

Jak wygląda psychoza dla odróżnienia

Zaburzenia ze spektrum schizofrenii, ciężkie epizody afektywne z objawami psychotycznymi oraz psychozy wywołane substancjami psychoaktywnymi — wszystkie mogą wywoływać doświadczenia, które powierzchownie przypominają dramatyczne cechy opętania: głosy postrzegane jako zewnętrzne byty, rozkazy płynące z tych głosów, odczuwana obecność złowrogich istot, utrata wolicjonalnej kontroli nad mową lub ruchem. Wszystkie te stany wymagają gruntownej oceny, zanim zostaną podjęte jakiekolwiek inne kroki.[^2]

Diagnostyka różnicowa zaczyna się od historii choroby. Wzorce początku mają znaczenie: większość pierwotnych zaburzeń psychotycznych pojawia się w późnym okresie dojrzewania lub wczesnej dorosłości, przebiega według schematu, który neurologia potrafi częściowo prześledzić, i reaguje — przynajmniej częściowo — na leki przeciwpsychotyczne. Stany wywołane substancjami ustępują po detoksykacji. Psychoza zgodna z nastrojem podąża za nastrojem. Osoba, która przeżyła dwa poprzednie epizody maniakalne z objawami psychotycznymi i teraz słyszy głosy mówiące, że jest boskim posłańcem, niemal na pewno przeżywa epizod afektywny — a nie opętanie.

Ramy Suazo są tu przydatne, ponieważ nalegają, by klinicysta najpierw osiągnął formalny rozum każdej kategorii — zaburzenia psychologicznego, zaburzenia moralnego i zaburzenia ponadnaturalnego — zanim spróbuje ustalić, która z nich jest aktywna w danym przypadku.[^3] Kategorie te dają się w zasadzie odróżnić, nawet gdy w praktyce wydają się splecione ze sobą. Klinicysta, który nigdy nie myślał poważnie o moralnym złu jako odrębnej kategorii, z konieczności sprowadzi je do psychopatologii — nie na podstawie dowodów, lecz z przyzwyczajenia.

Praktyczne wskazówki dla klinicysty katolickiego

Z traktowania obu dziedzin poważnie wynikają konkretne kroki.

Najpierw przeprowadź pełne badanie psychiatryczne.Nie jest to ustępstwo na rzecz redukcjonizmu — wymaga tego Kościół i nakazuje to praktyka kliniczna. Należy wykluczyć majaczenie, zatrucie substancjami, padaczkę płata skroniowego, dysocjacyjne zaburzenie tożsamości oraz zaburzenia ze spektrum schizofrenii, zanim rozważy się jakiekolwiek inne ramy interpretacyjne. Udokumentuj badanie. Jeśli leki przynoszą częściową lub pełną remisję, stanowi to poważny argument na rzecz pierwotnej etiologii psychiatrycznej.

Zwracaj uwagę na treść zaburzenia, nie tylko na jego formę.Treść psychotyczna może być religijna, nie będąc ponadnaturalną. Wielu pacjentów ze schizofrenią ma urojenia o tematyce religijnej. Pytanie brzmi, czy treść nosi specyficzne znamiona wskazywane przez tradycję — awersję wobec sacrum, której nie można wyjaśnić warunkowaniem ani kulturowym uczeniem się, anomalną wiedzę, zjawiska fizyczne. Nie są to elementy listy kontrolnej; wymagają długotrwałej obserwacji, a nie jednorazowego wywiadu.

Włącz do współpracy wykwalifikowanego duchownego — nie zamiast ram klinicznych, lecz obok nich.Ryt egzorcyzmu wyraźnie wymaga takiej współpracy. Klinicysta, który podejrzewa coś wykraczającego poza ramy kliniczne, może zasadnie skonsultować się z biskupem lub diecezjalnym egzorcystą. Jest to konsultacja specjalistyczna, nie kapitulacja. Udokumentuj ją tak jak każdą inną konsultację.

Wsłuchaj się we własną relację pacjenta o jego doświadczeniu oraz w jego życie moralne.Suazo zauważa, że trwałą słabością współczesnej psychoterapii jest niemożność poważnego potraktowania wymiaru dobrowolności w cierpieniu człowieka — zapytania nie tylko o to, co mu się przydarza, lecz również o to, czego dokonał świadomie, i co te wybory w nim otworzyły lub zamknęły.[^1] Pacjent, który podaje, że objawy nasiliły się po trwałym przekroczeniu norm moralnych lub zaangażowaniu w okultyzm, dostarcza klinicznie istotnych informacji. Należy je odnotować i śledzić ich dalszy przebieg.

Zachowaj perspektywę „i jedno, i drugie".Osoba może cierpieć jednocześnie na prawdziwe zaburzenie psychiatryczneiposiadać prawdziwą podatność duchową. Leczenie psychozy farmakologicznie nie stoi w sprzeczności z towarzyszeniem duchowym. Ignorowanie którejkolwiek z tych dziedzin sprawia, że osoba jest widziana niepełnie.

O rzeczywistości samego zjawiska

Na pytanie „Czy opętanie jest rzeczywiste?" nie można ostatecznie odpowiedzieć wyłącznie na gruncie klinicznym. Tradycja katolicka, opierając się na Piśmie Świętym, nieprzerwanym świadectwie Kościoła na przestrzeni wieków, świadectwie kanonizowanych świętych, którzy zetknęli się z nim bezpośrednio, oraz na teologii porządku stworzenia, w którym istnieją i mogą działać rozumne stworzenia obdarzone wolą, odpowiada twierdząco — z zastrzeżeniem, że jest to zjawisko rzadkie, że najpierw należy wykluczyć przyczyny naturalne i że własny proces Kościoła istnieje właśnie po to, by zapobiec błędowi w obu kierunkach.

Jordan Peterson, podchodząc do tego samego obszaru z perspektywy jungowskiej i narracyjnej, argumentował, że struktury symboliczne, którymi ludzie posługują się do opisania zła, nie są arbitralnymi projekcjami kulturowymi, lecz uchwytują coś strukturalnie rzeczywistego w doświadczeniu — że kategorie wypracowane przez mitologię dla złowrogiej sprawczości oddają coś, czego czysto mechanistyczne ujęcia nie potrafią uwzględnić.[^4] To sposób świeckiego filozofa na powiedzenie tego, co tradycja mówi wprost: istnieją siły, które nie są jedynie wytworem umysłu.

Klinicysta, który traktuje to poważnie, nie porzuca nauki. Uprawia rodzaj realizmu, którego domaga się katolickie rozumienie osoby: człowiek jest ciałem i duszą, osadzonym w porządku naturalnym, który sam jest usytuowany w szerszej rzeczywistości metafizycznej. Widzieć tylko neurologię to widzieć mniej niż całą osobę. Widzieć tylko wymiar duchowy i pomijać neurologię to lekkomyślność wobec czyjegś cierpienia.

Czytelnik, który przesłał to pytanie, szuka, jak sądzę, pozwolenia na równoczesne traktowanie obu wymiarów poważnie. To pozwolenie istniało zawsze. Praca polega na uczeniu się, jak dźwigać oba z jednakową troską.

Literatura

[^1]: Suazo, Benjamin.Diagnosing the Devil: Psychopathology, Moral Evil, and the Limits of the DSM. Praca dowodzi, że współczesna psychoterapia nie dysponuje adekwatnymi kategoriami pojęciowymi dla zaburzeń zakorzenionych w dobrowolnym życiu moralnym oraz że sprowadzenie kategorii moralnych i duchowych do czysto patologicznych stanowi niepowodzenie teoretyczne, a nie postęp naukowy. Suazo czerpie z tomistycznej psychologii moralnej, by odbudować ramy, w których zaburzenia psychologiczne, moralne i ponadnaturalne są formalnie rozróżnialne, nawet gdy klinicznie się splatają.

[^2]: American Psychiatric Association.Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, Fifth Edition, Text Revision (DSM-5-TR). Washington, DC: American Psychiatric Association Publishing, 2022. DSM-5-TR zawiera standardowe kryteria diagnostyczne zaburzeń ze spektrum schizofrenii i innych zaburzeń psychotycznych (s. 101–162), zaburzeń afektywnych dwubiegunowych i pokrewnych z objawami psychotycznymi (s. 139–160) oraz zaburzeń psychotycznych wywołanych substancjami lub lekami (s. 110–115). Podręcznik nie zawiera żadnej kategorii diagnostycznej dla zaburzeń ponadnaturalnych lub pochodzenia duchowego — lukę tę odnotowało wielu autorów z zakresu psychologii religii.

[^3]: Suazo, Benjamin.Diagnosing the Devil: Psychopathology, Moral Evil, and the Limits of the DSM. Zob. zwłaszcza rozdziały poświęcone ocenie różnicowej, w których Suazo dowodzi, że klinicyści muszą osiągnąć formalną jasność co do definicji i wyróżników każdej kategorii — zaburzenia psychologicznego, moralnego i ponadnaturalnego — zanim podejmą próbę ustalenia, która z nich jest aktywna w danym przypadku. Punkt metodologiczny jest taki, że bez uprzedniej jasności pojęciowej osąd kliniczny z konieczności sprowadza się do kategorii najbardziej znajomej, niezależnie od dowodów.

[^4]: Peterson, Jordan B.Maps of Meaning: The Architecture of Belief. New York: Routledge, 1999. Peterson wywodzi z ram jungowskich i ewolucyjno-narracyjnych, że struktury symboliczne, za pomocą których kultury ludzkie przedstawiają złowrogą sprawczość — mitologiczne figury chaosu, drapieżnego zła i wrogiej inteligencji — nie są arbitralnymi projekcjami kulturowymi, lecz odzwierciedlają stabilne, ponadkulturowe wzorce doświadczenia, których ujęcia mechanistyczne i redukcjonistyczne systematycznie nie potrafią uwzględnić. Zob. zwłaszcza rozdziały 2 i 3 o strukturze tego, co znane i nieznane, oraz epilog o relacji między narracją, wiarą a integracją psychologiczną. Peterson nie podziela teologicznych twierdzeń tradycji katolickiej, lecz dochodzi do strukturalnie analogicznego wniosku: że kategorie wypracowane dla złowrogiej sprawczości uchwytują coś rzeczywistego.