Czego ksiądz i zakładnik pogrzebowy uczą o dobrej śmierci

Kapelan szpitalny i małomiasteczkowy przedsiębiorca pogrzebowy są zgodnie co do jednej, niezwykłej prawdy: im bardziej uczciwie patrzymy w oblicze śmierci, tym pełniej możemy żyć. Oto jak ta przekonanie wygląda w praktyce i jak klinicysta lub bliski przyjaciel może towarzyszyć komuś w tej drodze.

June 9, 20266 min read
Czego ksiądz i zakładnik pogrzebowy uczą o dobrej śmierci

Ojciec Stefan Starzyński spędził osiem lat jako kapelan szpitalny w Inova w Diecezji Arlington. Namaszczał umierających, towarzyszył pogrążonym w żałobie i był świadkiem tego, jak ludzie stają w obliczu śmierci — jedni z przerażeniem, inni z czymś bliższym gotowości. Mając 56 lat i świętując 30-lecie kapłaństwa, mówi wprost: „Każdego dnia jestem o krok bliżej nieba. Czekam na spotkanie z Bogiem w Jego czasie. To nie jest rezygnacja, lecz uznanie, że każdy dzień przybliża mnie do nieba, a jednocześnie przeżywam swoje życie jak najpełniej."

Patti Maguire Armstrong, pisząc wNational Catholic Register, zestawiła refleksje ojca Starzyńskiego z obserwacjami Victora Sweeneya, małomiasteczkowego pracownika zakładu pogrzebowego, którego codzienna praca niesie podobną jasność widzenia. Sweeney i kapłan nie łączy mroczna fascynacja śmiercią. Łączy ich postawa wobec niej: patrz na nią uczciwie, a powie ci coś o tym, jak żyć.

W ich rozmowie padło jedno zdanie, do którego warto wracać. Ojciec Starzyński, cytując homilię wygłoszoną w pierwszą rocznicę śmierci ojca, powiedział: „Życie to nie tylko trwanie. Żeby dostać się do nieba, musimy umrzeć — a więc przygotowujemy się, a nie rezygnujemy."

To rozróżnienie — między przygotowaniem a rezygnacją — jest osią, wokół której obraca się całe to zagadnienie.

Co naprawdę pokazują badania

Teoria zarządzania trwogą (Terror Management Theory) dokumentuje, że większość ludzi organizuje znaczną część swojego zachowania wokół unikania świadomości śmiertelności.[^2] Takie unikanie nie jest neutralne. Rodzi przewlekły, tłumiony lęk, który kształtuje decyzje dotyczące relacji, ryzyka, powołania i sensu życia — w sposób, którego dana osoba rzadko poddaje refleksji.

Badania nad nadawaniem sensu wykazały, że prawdziwe jest również coś przeciwnego: ludzie, którzy włączają skończoność w swój obraz siebie, odznaczają się silniejszymi więziami, wyraźniejszymi wartościami i głębszym poczuciem sensu. Badanie opublikowane w 2006 roku wPsychological Sciencewykazało, że uświadomienie sobie własnej śmiertelności — ujęte konstruktywnie, nie jako zagrożenie — zwiększało zachowania prospołeczne i autentyczne zaangażowanie w realizację osobistych celów.[^3] Prace George'a Bonanno z Uniwersytetu Columbia nad osobami odpornymi na żałobę wykazały, że tym, co je wyróżnia, nie jest brak bólu, lecz zdolność do jednoczesnego dźwigania cierpienia i angażowania się w życie — bez czekania na rozwiązanie, zanim znów się w nie włączą.[^4]

Kapłan i pracownik pogrzebowy zgromadzili między sobą coś na kształt całego życia tego rodzaju konkretnych doświadczeń.

Jak może pomóc kliniczny opiekun lub przyjaciel

Ojciec Starzyński wskazał jedną z najczęstszych przeszkód w dobrej śmierci: ludzie upatrują swojej wartości w zabieganiu i osiągnięciach. Gdy choroba lub starość je odbiera, mogą pozostać bez odpowiedzi na pytanie, ile są teraz warci. Przywołał 2 Kor 4,16 — „Chociaż niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień" — jako punkt reorientacji. Wartość człowieka nie maleje wraz z jego słabnięciem.

Dla klinicznego opiekuna lub bliskiego przyjaciela towarzyszącego komuś w obliczu śmierci wynika z tego kilka wniosków.

Pierwszy to przyzwolenie na nazwanie tego, co się dzieje. Wiele osób zbliżających się do śmierci czeka, aż ktoś inny wypowie to słowo. Kliniczny instynkt bywa skłonny ku zbywaniu milczenia lub wypełnianiu go zapewnieniami. Umierający często potrzebują towarzysza gotowego być obecnym wobec tego, co naprawdę jest prawdą. Rada ojca Starzyńskiego jest prosta: mów bliskim, że ich kochasz, przebaczaj tam, gdzie jest nieprzebaczenie, i przygotuj się, dopóki jest na to czas. Przyjaciel lub opiekun może pomóc stworzyć przestrzeń właśnie na takie rozmowy.

Drugi wniosek dotyczy uwagi na niedokończone sprawy w relacjach. Reportaż Armstrong oddaje ten akcent ojca Starzyńskiego, a wtórują mu obserwacje Victora Sweeneya z sali pożegnań. Nieprzebaczenie, niewyrażona wdzięczność, niewypowiedziana miłość — to właśnie sprawia, że umieranie jest trudniejsze, niż musi być. Opiekun nie musi być kierownikiem duchowym, by zapytać: „Czy jest ktoś, z kim chciałbyś się skontaktować, zanim sytuacja się jeszcze bardziej zmieni?" To pytanie otwiera drzwi, przez które większość ludzi jest rada przejść.

Trzeci wniosek to opieranie się impulsowi do kierowania emocjami umierającego w stronę wygodniejszego stanu. Badania Bonanno sugerują, że liczy się zdolność do tolerowania oscylacji — żalu i wdzięczności, lęku i spokoju na przemian.[^4] Próba przedwczesnego prowadzenia kogoś ku akceptacji lub zbyt szybkiego odciągania od smutku może przerywać proces, który przebiega właściwie. Rola opiekuna jest bliższa byciu świadkiem niż rozwiązywaniu problemów.

Czwarty wniosek to pomoc osobie w określeniu tego, w co wierzy o tym, co nastąpi. Nie chodzi o prozelityzm. Chodzi o zadbanie o wymiar sensu, który umieranie niezawodnie uaktywnia. Jasność, z jaką ojciec Starzyński mówi o niebie, nie jest zaprzeczeniem ciężaru śmierci. Jest ramą, w której ten ciężar staje się znośny. Opiekun, który pomija ten wymiar, pracuje z człowiekiem niepełnym.

Ignacjańska logika tego podejścia

Ignacy Loyola włączył doĆwiczeń duchownychmedytację, w której rekolektant wyobraża sobie, że stoi u kresu życia i patrzy wstecz na decyzję, przed którą aktualnie stoi. Celem nie jest wzbudzenie rozpaczy, lecz wyjaśnienie, co naprawdę ma znaczenie. Decyzje, które z wnętrza pracowitego tygodnia wydają się pilne, wyglądają inaczej z perspektywy łoża śmierci.

Trzydzieści lat kapłaństwa nauczyło ojca Starzyńskiego czegoś bliskiego tej medytacji — nie przez ćwiczenie, lecz przez praktykę. Praca Victora Sweeneya uczyniła to samo. Obaj doszli do przekonania, które podzielali stoicy, które zawieramemento morii które potwierdzają dziś dane naukowe: człowiek potrafiący uczciwie patrzeć w oblicze śmierci żyje pełniej — nie uboższym, lecz bogatszym życiem.

Dla osoby zbliżającej się do śmierci i dla każdego, kto jej towarzyszy, to nie jest mała rzecz do wiedzenia.

Bibliografia

[^1]: Nordling, W. J., w: Vitz, P. C., Nordling, W. J., & Titus, C. S. (2020).Katolicko-Chrześcijański Meta-Model Osoby. Divine Mercy University Press, ss. 210–248.

[^2]: Greenberg, J., Pyszczynski, T., & Solomon, S. (1986). The causes and consequences of a need for self-esteem: A terror management theory. W: R. F. Baumeister (red.),Public Self and Private Self(ss. 189–212). Springer. Zob. także: Solomon, S., Greenberg, J., & Pyszczynski, T. (2015).The Worm at the Core: On the Role of Death in Life. Random House.

[^3]: Jonas, E., Schimel, J., Greenberg, J., & Pyszczynski, T. (2002). The Scrooge effect: Evidence that mortality salience increases prosocial attitudes and behavior.Personality and Social Psychology Bulletin, 28(10), 1342–1353. https://doi.org/10.1177/014616702236834. Zob. także: Niemiec, C. P., Brown, K. W., Kashdan, T. B., Cozzolino, P. J., Breen, W. E., Levesque-Bristol, C., & Ryan, R. M. (2010). Being present in the face of existential threat: The role of trait mindfulness in reducing defensive responses to mortality salience.Journal of Personality and Social Psychology, 99(2), 344–365.

[^4]: Bonanno, G. A. (2004). Loss, trauma, and human resilience: Have we underestimated the human capacity to thrive after extremely aversive events?American Psychologist, 59(1), 20–28. https://doi.org/10.1037/0003-066X.59.1.20. Zob. także: Bonanno, G. A. (2009).The Other Side of Sadness: What the New Science of Bereavement Tells Us About Life After Loss. Basic Books.