Miłość ofiarna: Czego naprawdę wymaga się od ojca
Czytelnik pyta, co miłość ofiarna naprawdę oznacza dla ojca — i czy jest ona możliwa do utrzymania na dłuższą metę. Odpowiedź zaczyna się nie od heroicznych czynów, lecz od cichego nawrócenia siebie ku miłości, która najpierw przyjmuje, zanim zacznie dawać.
Czytelnik pisze:Czym jest miłość ofiarna? Jak ojciec może żyć tą rzeczywistością? Jakie napotyka przeszkody?
Pytanie kryje w sobie ciężar, który łatwo przeoczyć przy pierwszym czytaniu. Za jego doktrynalną formą —czym to jest?— kryje się coś bardziej osobistego:czy naprawdę jestem do tego zdolny? I co się dzieje, gdy nie mam już nic do dania?To właśnie to pytanie warto rozważyć, zanim sięgnie się po jakąkolwiek definicję.
Czym miłość ofiarna jest — a czym nie jest
Miłość ofiarna nie jest w swej istocie uczuciem hojności. Jest strukturalną cechą samego sposobu, w jaki miłość działa. Hans Urs von Balthasar, pisząc o modlitwie i kształcie chrześcijańskiej miłości, ujął to wprost: miłość jest bezinteresowna tylko wtedy, gdy jest gotowa poświęcić przyjemność, korzyść i niezależność dla dobra ukochanego — a ponieważ żadna ziemska miłość nie rodzi się doskonała, musi przejść przez oczyszczenia, przez chwile, w których jakość pierwotnego zapału zostaje wystawiona na próbę, a następnie albo uszlachetniona, albo odsłonięta jako coś mniej niż miłość.[^1]
To surowe ujęcie. Warto jednak zauważyć, czego ono nie mówi. Nie mówi, że ofiara oznacza wyczerpanie — że ojciec daje, aż zostanie opróżniony, i heroicznie pada. Tradycja augustiańska i tomistyczna nalega, że miłość, właściwie rozumiana, porusza się jednocześnie w dwóch kierunkach — to, co Benedykt XVI opisał jako nierozłączne wznoszenie się i zstępowanie: eros szukający Boga i agape przekazująca dar dalej.[^2] Drabina Jakubowa biegnie w obie strony. Kto nie otrzymał, nie jest w stanie trwale dawać, a ojciec, który wyobraża sobie, że jest jednokierunkowym kanałem samoofiarowania, odkryje ostatecznie — jak ostrzegał von Balthasar — że to, co wyglądało jak miłość, potajemnie troszczyło się o samego siebie: czerpało satysfakcję z odgrywania ofiary, zamiast naprawdę kierować uwagę ku ukochanemu.[^3]
Miłość ofiarna nie jest więc samozatraceniem. Jest darem z siebie: wolnym i ponawianym ofiarowaniem siebie — swojego czasu, uwagi, trudu, emocjonalnej obecności — skierowanym nie ku własnemu ukojeniu ojca, lecz ku prawdziwemu dobru jego dzieci i żony. Akwinata powiedziałby, że jest to ruch miłości jako cnoty: trwała dyspozycja woli, nie nastrój, kierująca wszystkim, co się czyni, ku drugiemu jako celowi, a nie jako środkowi.
Co ojciec tak naprawdę ofiarowuje
Alfons Rodriguez, jezuicki pisarz duchowy XVI wieku zajmujący się doskonałością chrześcijańską, zauważył, że miłość, jaką Bóg żywi do człowieka, nieskończenie przewyższa to, co może czuć nawet najczulszy ojciec z natury — i że ta nadwyżka jest właśnie tym, co uzasadnia ufność w Opatrzność ojcowską.[^4] Dla ludzkiego ojca chodzi nie o to, by własnym wysiłkiem dorównać miłości Bożej, lecz o to, że jest zaproszony, by w niej uczestniczyć. Nie jest źródłem — jest kanałem, którego pojemność zależy od tego, jak często powraca do źródła.
W codziennym życiu ojca ta miłość rzadko przybiera dramatyczny kształt. Wygląda jak bycie obecnym przy stole, gdy telefon ciągnie go gdzie indziej. Wygląda jak znoszenie rozdrażnienia dziecka bez oddawania go z nawiązką — co tradycja nazywa łagodnością: uporządkowanym panowaniem nad gniewem w służbie relacji. Wygląda jak wykonywanie pracy, której może nie lubić, bo rodzina zależy od tego zarobku — i ofiarowywanie tej pracy świadomie, a nie z goryczą. Ujęcie powołania kapłańskiego według Royo Marína, zastosowane szerzej, mówi o przyjmowaniu własnych niedoskonałości i trudów swojej posługi — ofiarowywaniu ich wraz z Chrystusem, a nie jedynie znoszeniu.[^5] Ojciec w domu nie jest kapłanem w ścisłym sensie, lecz struktura jego codziennego ofiarowania jest analogiczna: drobne umartwienia czujności, wytrwałe trwanie przy powołaniu, którego nie rozumiał w pełni, gdy je przyjmował.
Teologia serca — rozwinięta przez papieża Franciszka w encykliceDilexit Nosw oparciu o tradycję Małgorzaty Marii Alacoque i Teresy z Lisieux — wnosi jeszcze jeden wymiar. Wynagrodzenie, pisze Franciszek, najlepiej rozumieć nie jako samoukaranie, lecz jako usuwanie przeszkód, które sami stawiamy przed rozszerzaniem się miłości Chrystusa w świecie poprzez nasz brak ufności, wdzięczności i gotowości do ofiary.[^6] Dla ojca oznacza to, że zasadnicza praca jest wewnętrzna: oczyszczenie z lęku, skłonności do chronienia siebie, nieuporządkowanej potrzeby kontroli lub podziwu, które nie pozwalają jego miłości swobodnie kierować się ku rodzinie.
Przeszkody są w większości wewnętrzne
Czytelnik wprost zapytał o przeszkody — i szczera odpowiedź brzmi: większość z nich nie jest zewnętrzna. Zabieganie jest realne; presja finansowa jest realna; czysto fizyczne zmęczenie wychowywaniem dzieci jest realne. Są to jednak okoliczności, w których działają wewnętrzne przeszkody — nie same przeszkody.
Pierwszą jest lęk — konkretnie lęk przed byciem niewystarczającym. Ojciec, który obawia się, że jego miłość nie będzie wystarczająca, często reaguje albo wycofaniem (unikając wrażliwości, jaką niesie prawdziwa obecność), albo odgrywaniem roli (zastępując uwagę aktywnością i zapewnianiem bytu). Żadna z tych postaw nie służy jego dzieciom. Balthasarowski opis oczyszczenia w miłości jest właśnie procesem odkrywania, że lęk przed nieadekwatnością, zamiast być opanowywany wysiłkiem, gdy zostaje zaniesiony na modlitwę, staje się otwarciem, przez które wchodzi łaska.
Drugą przeszkodą jest nieuporządkowana miłość własna — to, co Akwinata nazywałamor sui inordinatus: odwrócenie woli ku sobie samej zamiast na zewnątrz, ku Bogu i bliźniemu. U ojca przejawia się to często jako potrzeba podziwu ze strony dzieci, bezwarunkowego posłuszeństwa lub uznania dla jego poświęceń. Gdy to uznanie nie nadchodzi — a przy małych dzieciach nierzadko tak jest — nieuporządkowane „ja" zapada się w rozgoryczenie. Klasycznym lekarstwem jest cnota pokory: trafne postrzeganie siebie w odniesieniu do Boga i innych, które uwalnia ego z uścisku na oczekiwanym rewanżu za miłość.
Teresa z Lisieux wskazała trzecią przeszkodę, przenikającą pobożne interpretacje ofiary: pokusę rozumienia samoofiarowania przede wszystkim w kategoriach zaspokajania Bożej sprawiedliwości, jak gdyby cierpienie ojca było transakcją, która coś zdobywa.[^7] To ujęcie, jakkolwiek brzmi szczodrze, subtelnie zachowuje siebie w centrum — cierpienie staje się duchową walutą. Alternatywą Teresy, z której czerpie Franciszek, jest ofiarowanie siebie jako ofiary nie sprawiedliwości, lecz miłości: stanie się powierzchnią, na której miłość Boga do rodziny staje się widzialna, bez prowadzenia jakichkolwiek rachunków. Jest to droga trudniejsza właśnie dlatego, że wymaga rezygnacji z pociechy, jaką daje pilnowanie punktacji.
Jak żyć tym powołaniem bez wyczerpania
Obraz drabiny Jakubowej u von Balthasara oraz medytacja Benedykta XVI nad Mojżeszem wchodzącym do Namiotu Spotkania przed wyjściem, by służyć ludowi[^8], prowadzą do tego samego praktycznego wniosku: ojciec, który usiłuje podtrzymywać miłość ofiarną bez regularnego powrotu do źródła, w końcu wyschnie. Tym źródłem jest modlitwa — nie jako dodatkowe zobowiązanie, lecz jako warunek, który sprawia, że pozostałe zobowiązania stają się znośne i owocne.
Oznacza to, że pierwszym praktycznym krokiem ojca nie jest większy wysiłek w ofiarowaniu. Jest nim bardziej uczciwe przyjmowanie: modlitwa, spowiedź, Eucharystia, zgoda na to, by być kochanym, zanim samemu zacznie się kochać. Mężczyzna, który naprawdę spotkał miłość opisaną wDeus Caritas Est— miłość, która zstępuje, zanim czegokolwiek zażąda w zamian — nie daje rodzinie czegoś, co sam wytworzył. Przekazuje to, co otrzymał.
Miłość ofiarna przeżywana w ten sposób nie jest ciężarem, który powoli miażdży człowieka. Jest kształtem, jaki przybiera jego wolność, gdy została właściwie ukierunkowana: od siebie ku twarzom ludzi, których Bóg powierzył jego pieczy. Ofiary pozostają rzeczywiste — noce bez snu, porzucone ambicje, cierpliwość wymagana dziesiątki tysięcy razy — ale nie są stratami. Są kształtem życia, które odnalazło swój cel.
[^1]: von Balthasar,Modlitwa— „miłość jest bezinteresowna, jeśli jest gotowa poświęcić przyjemność, korzyść i niezależność dla dobra ukochanego". [^2]: Benedykt XVI,Deus Caritas Est— „można stać się źródłem, z którego płyną rzeki wody żywej… trzeba nieustannie na nowo czerpać ze źródła pierwotnego". [^3]: von Balthasar,Modlitwa— „potajemnie zawsze troszczył się o siebie samego". [^4]: Rodriguez,Ćwiczenia doskonałości i cnót chrześcijańskich— „żadna czułość ani miłość nie może się równać z tą, którą Bóg nas darzy". [^5]: Royo Marín,Teología de la Perfección Cristiana— przyjmowanie „wszystkich trudności, jakich dostarcza nam nasza posługa… ofiarując siebie całkowicie do Jego dyspozycji". [^6]: Franciszek,Dilexit Nos— „wynagrodzenie można rozumieć jako usuwanie przez nas przeszkód, które stawiamy przed rozszerzaniem się miłości Chrystusa w świecie poprzez nasz brak ufności, wdzięczności i gotowości do ofiary". [^7]: Franciszek,Dilexit Nos, cytując Teresę — „myślałam o duszach, które ofiarują się jako ofiary Bożej sprawiedliwości… byłam daleka od odczuwania pociągu do tego". [^8]: Benedykt XVI,Deus Caritas Est, cytując Grzegorza Wielkiego — „w [namiocie] unosi się ku górze przez kontemplację, na zewnątrz zaś jest całkowicie zajęty niesieniem pomocy cierpiącym".