Oko w twojej kieszeni i osoba, której nie potrafi dostrzec
Carissa Véliz dowodzi, że urządzenia cyfrowe są konstruowane tak, by nas śledzić — i w dużej mierze ma rację. Katolicka tradycja intelektualna potrafi jednak poprowadzić tę myśl dalej: gdy technologia jest projektowana tak, by traktować osoby jako dane, narusza nie tylko normy demokratyczne, lecz sam naturalny porządek ludzkiej godności.
Kobieta po trzydziestce otwiera aplikację z mapami, żeby znaleźć najbliższą aptekę. Nie wie, że w tym momencie odświeżyła znacznik czasu swojej lokalizacji, zaktualizowała wzorzec swoich przemieszczeń i dorzuciła kolejny punkt danych do profilu behawioralnego, którego nigdy nie widziała i o którego udostępnienie nie może poprosić. Ona znajduje aptekę. Aplikacja też coś znajduje.
Carissa Véliz rozpoczyna swój esej wAeon od pozornie spokojnego stwierdzenia: „Rzeczy mają swoje zadania". Ma to być narzędzie poznawcze, nie slogan. Młotek jest zbudowany do wbijania gwoździ; aparat inwigilacji — do inwigilowania. Smartfon, który większość z nas nosi przy sobie — z akcelerometrem, żyroskopem, barometrem, GPS-em i skanerem tęczówki działającymi w tle — nie został zaprojektowany przede wszystkim po to, by służyć swojemu właścicielowi. Został zaprojektowany, by go obserwować.
To spostrzeżenie jest filozoficznie przenikliwe. Jednakże Véliz pracuje w ramach, które — przy całej swojej jasności w kwestii władzy i odpowiedzialności — nie sięgają najgłębszej rany, jaką inwigilacja zadaje.
Artefakty i miara, według której są oceniane
Véliz słusznie zauważa, że artefakty ucieleśniają wartości. Tradycja tomistyczna dodaje pytanie o to,jakie to wartości i wedługjakiej miary należy je oceniać. Dla Akwinaty prawo naturalne nie jest zbiorem reguł narzuconych z zewnątrz osobie ludzkiej, lecz udziałem rozumnego stworzenia w wiecznym rozumie — światłem, dzięki któremu rozpoznajemy, co służy, a co szkodzi prawdziwemu rozkwitowi. Artefakt nie jest kształtowany jedynie przez intencje projektanta; podlega osądowi moralnemu, który całkowicie wyprzedza te intencje.
Gabriel Zanotti, czytającSumma Contra Gentiles Akwinaty, ujmuje tę zasadę wprost: wszystko, co prowadzi osobę ku jej naturalnemu celowi, jest z natury dobre; wszystko, co od niego oddala, jest z natury złe.[^2] Miarą nie jest preferencja rynkowa ani demokratyczny konsensus, lecz uporządkowana teleologia osoby ludzkiej. Urządzenie, które zbiera dane o twojej lokalizacji, tętnie i wzorcach zakupowych, nie jest jedynie zagrożeniem dla twojej podmiotowości politycznej. Traktuje cię jak czytelny przedmiot — wiązkę przewidywalnych reakcji — a nie jako samookreślający się podmiot skierowany ku transcendentnemu celowi. To jest głębszy zarzut.
Zanotti zauważa dalej, że każda osoba posiada prawo do intymności: sferę życia wewnętrznego i zewnętrznego, której żadna władza, choćby najżyczliwsza, nie może skolonizować.[^3] To nie jest liberalny dodatek. Wynika wprost z uznania, że istoty ludzkie nie są narzędziami społecznymi. Są osobami, których godność konstytuuje ich skierowanie ku Bogu. Inwigilacja kolonizuje tę intymność nie jedną dramatyczną inwazją, lecz cierpliwym gromadzeniem dziesięciu tysięcy drobnych odczytań.
Życie wewnętrzne, które algorytmy przekształcają
Jan Paweł II wVeritatis Splendor wskazuje na związek między wolnością a wewnętrznością, który oświetla najgłębszy niepokój Véliz. Wolność — przekonuje — nie jest brakiem przymusu, lecz zdolnością do działania wynikającego ze świadomego, osobistego wyboru — „motywowanego i pobudzanego osobiście od wewnątrz, a nie przez ślepy impuls wewnętrzny czy jedynie zewnętrzny nacisk".[^4] Gdy technologia jest zbudowana po to, by przewidywać twoje zachowanie w celu wpływania na nie, to właśnie ta wewnętrzność jest przedmiotem ataku.
Aparat inwigilacji nie tylko rejestruje, co robisz. Kształtuje menu opcji, z którymi się spotykasz, wzmacnia pewne emocje, filtruje informacje, które w ogóle do ciebie docierają, i zastępuje wewnętrzną deliberację — stanowiącą istotę prawdziwej ludzkiej sprawczości — algorytmicznym naciskiem: niewidzialnym, ciągłym, precyzyjnie skalibrowanym. Można to sobie wyobrazić jako rodzaj nieustannego, podprogowego szeptu, który nigdy nie ujawnia się jako głos.
Véliz postrzega szkodę przede wszystkim jako polityczną: inwigilacja koncentruje władzę, zagraża instytucjom demokratycznym, umożliwia kontrolę autorytarną. To wszystko prawda. Ale szkoda poprzedza skutek polityczny. Osoba, której uwaga jest eksploatowana, której preferencje są podprogowo kierowane, której świat społeczny jest kuratorowany przez funkcję optymalizacyjną skalibrowaną na zaangażowanie, a nie na prawdę — taka osoba jest już mniej wolna. Nie tylko politycznie. Jako podmiot moralny. Tyrania, której obawia się Véliz, jest następstwem rany antropologicznej.
Fałszywa zgoda
Sam Akwinata przyznawał, że prawo ludzkie nie może zabraniać wszystkiego, co potępia prawo naturalne. Zanotti, podsumowując Akwinatę w tym punkcie, zauważa, że prawo cywilne z natury rzeczy operuje z pewnym marginesem tolerancji — karząc jedynie te naruszenia, które są na tyle poważne, że uniemożliwiają życie społeczne.[^5] Ludzie dobrowolnie pobierają aplikacje. Klikają „Zgadzam się". Jeśli ponoszą szkodę, czy nie jest to w jakimś sensie ich własna sprawa?
Ten zarzut błędnie odczytuje naturę zgody, o którą tu chodzi. Tolerancja Akwinaty wobec niedoskonałego prawa zakłada podmioty, które rozumieją, na co się zgadzają, i których władza rozsądzania nie została już uprzednio naruszona przez samą strukturę umowy. Gdy regulaminy usług liczą czterdzieści czy pięćdziesiąt stron prawniczych abstrakcji, gdy zbierane dane są z założenia niewidoczne, gdy modyfikacja zachowania odbywa się poniżej progu świadomej percepcji — nazywanie tego „wolną zgodą" jest rodzajem gramatycznej fikcji.
Nordling, pisząc o upadłej kondycji ludzkiego rozumu, zauważa, że mamy skłonność do błędnego rozumienia wymagań prawa naturalnego — a ci, którzy kontrolują nowe narzędzia, mają wszelkie powody, by przebierać refleksję moralną za naiwny sentyment.[^6] Fikcja zgody nie jest moralnie neutralna. Wykonuje ważną pracę na czyją korzyść.
Osoby ponad politykami
Véliz kończy apelem o lepsze projektowanie, lepsze regulacje, większą demokratyczną odpowiedzialność. To szlachetne cele. Ale tradycja idzie dalej: architektura inwigilacji to nie tylko porażka polityczna. To systematyczny wyraz fałszywej antropologii — takiej, która redukuje osobę do danych behawioralnych i stawia ludzką czytelność w służbie władzy, a nie komunii.
Obraz leżący u podstaw tomistycznego prawa naturalnego jest prostszy niż jakikolwiek algorytm. Światło, dzięki któremu rozpoznajemy dobro od zła, pisze Akwinata, jest odciskiem Bożego światła w nas — nie profilem preferencji, nie współczynnikiem klikalności, lecz uczestnictwem w samym Logosie.[^1] Gdy Véliz mówi, że smartfon w twojej kieszeni został zbudowany po to, by cię obserwować, wskazuje na coś realnego. Ale co właściwie jest obserwowane?
Nie podmiot danych. Osoba stworzona do czegoś, czego inwigilacja nigdy nie jest w stanie dać.
[^1]: Nordling, William (2020).Created in the Image of God, w: Vitz, Nordling i Titus,A Catholic Model of the Person. Divine Mercy University Press. [^2]: Zanotti, Gabriel.Comentario a la Suma Contra Gentiles. Aneks o prawie naturalnym. — „Todo lo que le lleva al conocimiento y amor de Dios es naturalmente recto, y lo que lo aparta le es naturalmente malo." [^3]: Zanotti, Gabriel.Comentario a la Suma Contra Gentiles. Aneks o prawie naturalnym. — „Las acciones morales son las ordenadas hacia el fin del ser humano." [^4]: Jan Paweł II (1993).Veritatis Splendor. §42. [^5]: Zanotti, Gabriel.Economía de Mercado y Doctrina Social de la Iglesia. Rozdział o prawie naturalnym i prawie ludzkim. [^6]: Nordling, William (2020).Created in the Image of God, w: Vitz, Nordling i Titus,A Catholic Model of the Person. Divine Mercy University Press.
<p style="font-style:italic;">Zastrzeżenie: Poglądy i treść niniejszego wpisu należą do autora. Przy redakcji gramatycznej i stylistycznej wykorzystano narzędzia AI.</p>