Zbyt zajęty, żeby się modlić? Czego nauki behawioralne mogą nas nauczyć o życiu modlitwy

Pewien behawioralny trik dotyczący stroju do ćwiczeń rzuca światło na jeden z najstarszych problemów życia duchowego: jak ochronić czas modlitwy przed naporem wypełnionego dnia. Ta sama nauka, która wyjaśnia, dlaczego bodźce środowiskowe obniżają próg podjęcia ćwiczeń, może zostać oddana na służbę modlitwy myślnej — ale tylko wtedy, gdy celem jest życie wewnętrzne, a nie samo ułożenie planu dnia.

May 29, 20268 min read

David Allen[^1], autor piszący o produktywności, stosuje wobec ćwiczeń fizycznych prostą zasadę: jeśli założy strój sportowy, ćwiczy; jeśli nie założy, prawie na pewno nie będzie ćwiczył. Jak sam to opisuje, chodzi o to, że „mądra część" nas samych przygotowuje warunki, na które „mniej mądra część" reaguje niemal automatycznie.New York Times niedawno przywołał tę obserwację jako wzorcowe podejście do tego, jak zmieścić więcej ruchu w zapełnionym dniu. Spostrzeżenie behawioralne jest trafne. Otwiera jednak pytanie, którego artykuł nie stawia: czy ta sama logika może posłużyć człowiekowi, który — jak brzmi odwieczna wymówka — „jest zbyt zajęty, żeby się modlić"?

Odpowiedź brzmi: tak — z jednym istotnym zastrzeżeniem. Techniki obniżające próg aktywacji w przypadku ćwiczeń fizycznych mogą w równym stopniu obniżyć go w przypadku modlitwy myślnej. Ale techniki nie są celem. Są drzwiami. To życie wewnętrzne musi przez nie przejść.

Co właściwie mówi nauka

Artykuł wTimesie odwołuje się do rodziny ustaleń nauk behawioralnych: bodźce środowiskowe uruchamiają zachowanie, zanim intelekt w pełni podejmie namysł; zmniejszenie wysiłku potrzebnego do rozpoczęcia praktyki radykalnie zwiększa wytrwałość; małe, regularne początki kumulują się w trwałe nawyki. Ustalenia te nie są błahe. Opisują coś rzeczywistego w złożonej naturze osoby ludzkiej — że nie jesteśmy czystymi intelektami działającymi wyłącznie na podstawie racji, lecz istotami cielesnymi, których władze zmysłowo-percepcyjne są już w ruchu, zanim skończymy podejmować decyzję.

Gabor Maté[^3], pisząc o zachowaniach kompulsywnych i ich neurologicznym podłożu, zaleca, by osoba budująca nową praktykę zaczynała od małego — pięć minut, nie pięćdziesiąt — i traktowała ten mały sukces jako autentyczny, ponieważ stare obwody neuronalne są przebudowywane jeden wybór po drugim. Steven Hayes[^4], twórca Terapii Akceptacji i Zaangażowania, dodaje, że człowiek, który nie ćwiczył w zauważaniu własnych impulsów bez ulegania im, przekona się, że każda środowiskowa sztuczka w końcu osiąga plateau: buty do biegania stoją przy drzwiach, a człowiek je omija. Oba te ujęcia opisują pewną granicę: projektowanie behawioralne może otworzyć drzwi, ale nie jest w stanie dostarczyć wewnętrznego ukierunkowania, które sprawia, że praktyka trwa.

W przypadku ćwiczeń fizycznych tym wewnętrznym ukierunkowaniem jest troska o zdrowie i rozkwit ciała. W przypadku modlitwy jest to coś zupełnie innego rzędu: zwrócenie całej osoby ku Bogu.

Problem „zbyt zajęty, żeby się modlić" jest odwieczny

Dom Jean-Baptiste Chautard w dzieleDusza wszelkiego apostolstwa zidentyfikował ten schemat z kliniczną precyzją. Pracownik apostolski, który czuje się nieustannie przytłoczony, z reguły nie rezygnuje najpierw ze spotkania czy obowiązku duszpasterskiego. Rezygnuje z rozmyślania — z owej półgodziny modlitwy myślnej, która zasilała wewnętrzną energię potrzebną do wszystkiego innego. Chautard przytacza św. Alfonsa: „Bez cudu człowiek, który nie praktykuje modlitwy myślnej, skończy w grzechu śmiertelnym". To mocne stwierdzenie. Mechanizm, który za nim stoi, nie jest mistyczny, lecz psychologiczny: bez regularnej uwagi skierowanej do wnętrza wola traci orientację, drobne zaniedbania mnożą się niezauważone, a to, co było niegdyś życiem świadomej miłości, staje się — jak ujął to Chautard — „życiem zwierzęcia".[^5]

Oto klasyczna postać pułapki „zbyt zajęty, żeby się modlić". Człowiek ten nie jest nieszczery. Naprawdę zamierza wrócić do modlitwy, gdy projekt się skończy, dzieci podrosną, semestr dobiegnie końca. Nie dostrzega jednak, że sama gorączkowość jest symptomem utraty wewnętrznego ładu, który podtrzymywała regularna modlitwa.

Odkrycia nauk o aktywności fizycznej sugerują, że pułapka ta ma cechę strukturalną, a nie tylko moralną: próg aktywacji potrzebnej do rozpoczęcia modlitwy danego ranka jest na tyle wysoki, że decyzja zostaje odłożona, a odkładanie staje się nawykiem. Tę cechę strukturalną można zaadresować strukturalnie.

Techniki warte zapożyczenia

Poniższe nie są zamiennikami życia wewnętrznego. Są sposobami obniżenia progu, przy którym wcześniejsze postanowienie modlitwy może się każdego dnia zrealizować.

Ustal stały czas i miejsce. Sztuczka ze strojem sportowym działa, ponieważ ubranie jest bodźcem, który angażuje ciało, zanim umysł zdąży podjąć negocjacje. Stałe krzesło do modlitwy, stała godzina, konkretna książka pozostawiona otwarta na stronie, na której skończył się poranek — to ich odpowiedniki. Alfons Rodriguez w dzieleĆwiczenie się w doskonałości i cnotach chrześcijańskich radził, że zdobycie umiejętności modlitwy polega nie tyle na czytaniu traktatów na jej temat, ile na zabraniu się do dzieła i praktykowaniu jej przez długi czas — podobnie jak matka uczy dziecko chodzić nie przez wyjaśnianie mechaniki, lecz prowadząc je za rękę, aż ruch stanie się jego własnym.[^6] Stałe zewnętrzne ustawienie skraca czas spędzany na przygotowaniach i szybciej prowadzi do właściwej modlitwy.

Zacznij od mniejszej porcji, niż wydaje ci się wystarczająca. Rada Matégo o pięciu minutach zamiast pięćdziesięciu ma tu bezpośrednie zastosowanie. Człowiek, który utracił nawyk modlitwy myślnej i zobowiąże się do dwudziestu minut, napotka wiele poranków, kiedy dwadzieścia minut będzie się wydawać niemożliwe — i wtedy modlitwa zostanie całkowicie pominięta. Ten sam człowiek, jeśli zobowiąże się do pięciu minut, przekona się, że pięć minut jest prawie zawsze osiągalne — a w większość poranków czas ten przedłuża się w sposób naturalny. Rodriguez zauważył, że nawet modlitwa przerywana rozproszeniami nie jest zmarnowana: dusza, która „przychodzi do siebie" po rozproszeniu i wytrwale kontynuuje w pozostałym czasie, „zawsze zbierze z tego owoc".[^6]

Wykorzystaj rachunek sumienia jako sygnał zamykający dzień. Praktyka codziennegoexamen św. Ignacego Loyoli — prowadzona dwa razy dziennie uwaga skierowana na poruszenia pocieszenia i strapienia w duszy — służy zarazem jako praktyka modlitewna i jako kotwica behawioralna.[^7] Wieczorny examen zamyka dzień refleksją wewnętrzną i przygotowuje warunki dla porannej modlitwy myślnej: ku czemu byłem dziś pociągany? czemu się opierałem? co chcę jutro przynieść przed Boga? To wewnętrzny odpowiednik przygotowania stroju sportowego wieczorem. Człowiek, który robi to regularnie, jest już częściowo w postawie modlitwy, zanim nadejdzie poranek.

Chroń czas modlitwy jako zobowiązanie uprzednie, a nie resztkę. Spostrzeżenie Allena polega na tym, że mądra część nas samych z wyprzedzeniem tworzy warunki, których reszta naszej osoby potem się trzyma. W odniesieniu do modlitwy oznacza to zaplanowanie czasu modlitwy przed obowiązkami dnia — nie jako nagrody po wykonanej pracy, lecz jako warunku, który nadaje pracy sens. Cała argumentacja Chautarda w dzieleDusza wszelkiego apostolstwa opiera się na tej kolejności: najpierw życie wewnętrzne, potem działanie apostolskie jako jego owoc.[^5]

Czego techniki dostarczyć nie mogą

Hayes przekonuje, że elastyczność psychologiczna — zdolność podtrzymywania zobowiązania wśród konkurujących impulsów bez ich tłumienia ani ulegania im — jest tym, co odróżnia trwałe nawyki od technik, które osiągają plateau.[^4] W życiu duchowym odpowiednikiem jest to, co tradycja nazywamodlitwą afektywną: modlitwą, w której człowiek nie tylko wykonuje ćwiczenie, lecz jest rzeczywiście wprowadzany w spotkanie. Tej jakości nie da się zaplanować ani wywołać bodźcem. Jest ona — w języku św. Jana od Krzyża[^2] — darem otrzymywanym w takiej mierze, w jakiej człowiek oczyszcza władze z konkurujących przywiązań.

Dlatego właśnie Chautard upiera się, że aktywny pracownik apostolski, który rezygnuje z rozmyślania, nie stracił jedynie praktyki sprzyjającej wydajności, lecz „złożył broń u stóp nieprzyjaciela".[^5] Rozmyślanie nie dostarczało informacji o Bogu — podtrzymywało afektywne ukierunkowanie woli ku Bogu. Bez niego wola stopniowo traci kierunek i żadne projektowanie środowiskowe na świecie nie przywróci tego, co może dać jedynie sama modlitwa.

Techniki behawioralne są dla ludzi, którzy wciąż mają to ukierunkowanie, ale tracą je pod naporem zabiegania i presji grafiku. Stanowią sposób ochrony czegoś, co jest naprawdę obecne. Dla osoby, której życie modlitewne naprawdę ostygło, techniki te nadal są przydatne — ale ważniejszym pierwszym krokiem jest akt woli, który mówi:to ma znaczenie i zamierzam traktować to odpowiednio.

Istota sztuczki

Zasada Davida Allena dotycząca stroju sportowego jest w gruncie rzeczy drobnym aktem praktycznej mądrości: człowiek, który wieczorem przygotowuje ubranie, już dokonał wyboru, który jego porannemu „ja" łatwiej będzie uszanować. W odniesieniu do modlitwy odpowiednik nie jest skomplikowany. Ustal krzesło. Ustal godzinę. Zostaw brewiarz otwarty. Zacznij od pięciu minut, jeśli na tyle tylko cię stać w uczciwości. Zamknij dzień rachunkiem sumienia, z twarzą już zwróconą ku porankowi.

Tradycja jasno stwierdza, że modlitwa myślna nie jest fakultatywna dla człowieka, który pragnie wzrastać. Nauki behawioralne dodają do tego skromne, lecz realne słowo zachęty: trudność w rozpoczęciu nie jest dowodem na to, że praktyka cię przerasta. Jest cechą strukturalną każdej praktyki, a cechy strukturalne ustępują wobec rozwiązań strukturalnych. Przygotuj warunki dziś wieczorem. Twoje poranne „ja" będzie ci za to wdzięczne.

Bibliografia

[^1]: David Allen,Getting Things Done: The Art of Stress-Free Productivity (New York: Penguin, 2001).

[^2]: Św. Jan od Krzyża,Droga na Górę Karmel, przeł. E. Allison Peers (New York: Doubleday, 1958).

[^3]: Gabor Maté,In the Realm of Hungry Ghosts: Close Encounters with Addiction (Berkeley: North Atlantic Books, 2010).

[^4]: Steven C. Hayes,Get Out of Your Mind and Into Your Life: The New Acceptance and Commitment Therapy (Oakland: New Harbinger, 2005).

[^5]: Dom Jean-Baptiste Chautard,Dusza wszelkiego apostolstwa (Trappist, KY: Abbey of Gethsemani, 1946).

[^6]: Alfons Rodriguez,Ćwiczenie się w doskonałości i cnotach chrześcijańskich, t. 1, przeł. Joseph Rickaby (Chicago: Loyola University Press, 1929).

[^7]: Św. Ignacy Loyola,Ćwiczenia duchowne, przeł. George Ganss, SJ (Chicago: Loyola Press, 1992).