Dziewczyna, która pytała o trzydziestkę: czego skończoność nie jest w stanie dokończyć

Ostatni wpis Brendana Fohta w „The New Atlantis" otwiera historia młodej kobiety umierającej na glejaka pnia mózgu, a zamyka go cicha, pełna nadziei psychologia skończoności. Nauka jest rzetelna, a współczucie szczere. Jednak katolicka tradycja od dawna przeczuwa, że to, co skończoność nam czyni, nie jest całą historią — i że pytanie zadawane przez łzy wskazuje dokądś, dokąd dane nie są w stanie podążyć.

June 9, 20266 min read

Pytanie, które zadała

Miała podwójne widzenie. Spinała włosy w koński ogon. Chciała wiedzieć, czy dożyje trzydziestki. Takie fakty przytacza Foht w swoim ostatnim wpisie naThe New Atlantis— i to wystarczy. Glejak pnia mózgu zachowuje sprawność umysłową, jednocześnie niszcząc ciało — gwarantując, jak zauważa Foht z kliniczną precyzją, że chory doświadcza maksymalnego cierpienia przy pełnej świadomości. Jej pytanie —Czy kiedykolwiek dożyję trzydziestki?— nie było retoryczne. To był człowiek, który po raz pierwszy stanął twarzą w twarz z twardą granicą własnego istnienia, w pokoju pachnącym środkiem dezynfekującym i zimnym światłem jarzeniówek.

Foht przechodzi od tej sceny ku tonacji pełniejszej nadziei. Sięga po książkę Atula Gawande'aŚmiertelnioraz po podłużne badania Laury Carstensen, argumentując, że świadomość skończoności wyostrza zdolność do szczęścia.[^4][^5] Im bliżej horyzont, tym bardziej cenimy to, co bliskie i prawdziwe. Foht opisuje to z autorytetem kogoś, kto obserwował ten proces przy łóżku chorego. Nie myli się. Pisze jednak tylko pierwszy akt znacznie dłuższej historii.

Co psychologia uchwytuje trafnie — i gdzie się zatrzymuje

Badania Carstensen opisują coś rzeczywistego. Kiedy człowiek wyczuwa, że czasu zostało niewiele, porządkuje swoje miłości na nowo. Daleki horyzont samorealizacji ustępuje miejsca bliskiemu horyzontowi obecności. Umierający mężczyzna po trzydziestce chce mieć żonę przy sobie, nie profil na LinkedIn. To przewartościowanie ma znaczenie moralne. Zaskakująco przypomina zresztą to, co Augustyn opisał szesnaście wieków wcześniej: niespokojne serce odchodzące odużywaniakuużywaniu z miłością, od tego, co służy jako narzędzie, ku temu, co jest celem samym w sobie, od osiągnięć ku miłości.[^3]

Kliniczne reportaże Gawande'a wŚmiertelnipotwierdzają ten wzorzec. Stwierdził on, że starsi i umierający pacjenci konsekwentnie na nowo określają, czego oczekują od medycyny — nie więcej czasu za wszelką cenę, lecz czasu, który coś znaczy, czasu spędzonego z bliskimi w warunkach zachowujących godność.[^4] To niebagatelne odkrycie. Psychologia zatrzymuje się jednak dokładnie tam, gdzie zaczyna się najtrudniejsze pytanie. Carstensen potrafi opisać tę przemianę, ale nie może powiedzieć, czy jest ona uzasadniona. Jeśli wszechświat jest ostatecznie milczący — jeśli młoda kobieta z glejkiem pnia mózgu po prostu wyłącza się jak maszyna po wygaśnięciu gwarancji — to przewartościowanie jej miłości jest wzruszające, ale zarazem gorzko ironiczne. Ceni swojego chłopaka bardziej właśnie wtedy, gdy ma go wkrótce utracić na zawsze. To nie jest pocieszenie. To tragedia ubrana w język dobrostanu.

Jordan Peterson, który podejmuje te kwestie z bezkompromisową siłą, upiera się, że kruchość nie uprawnia do rozpaczy — że komuś w skrajnym położeniu nie mówi sięspokojnie, spokojnie, leczdasz radę; jest w tobie coś dość mocnego, by to udźwignąć.[^1] To bliższe katolickiej tonacji. Lecz nawet Peterson, w swoich najbardziej przekonujących momentach, wskazuje ku progowi, którego nie potrafi w pełni przekroczyć: ku progowi, który pyta nie tylko o to, czy jesteśmy w stanie znieść cierpienie, ale czy cierpienie jest ostatecznie na coś odpowiedzią.

Krzyż jako głębsza lektura

Misterium Paschalne nie jest mechanizmem radzenia sobie z trudnościami. To właśnie pobożna sentymentalność najskuteczniej przesłania. W liście apostolskimSalvifici DolorisJan Paweł II podkreśla, że ludzkie cierpienie znajduje swój najpełniejszy sens nie w stoickim przyjęciu ograniczeń, lecz w uczestnictwie w cierpieniu Chrystusa — cierpieniu, które — w odróżnieniu od naszego — kończy się czymś. Zmartwychwstanie nie znosi Krzyża. Przechodzi przez niego. Ma to znaczenie, gdy siedzimy przy 27-letniej kobiecie, która pytała o trzydziestkę — oznacza bowiem, że jej pytanie nie rozpływa się w ogólnej lekcji o właściwej perspektywie. Jest przyjęte. Zostaje wysłuchane. I, jeśli Tradycja mówi prawdę, jest niejako objęte większą historią, która nie kończy się w szpitalnej sali.

Cała teologiczna wizja Hansa Ursa von Balthasara obraca się wokół tego zawiasu. WSercu świataBalthasar opisuje zstąpienie Chrystusa w sam środek ludzkiego opuszczenia — nie muskając powierzchni cierpienia, lecz schodząc na jego dno, w to, co nazywa ciszą Wielkiej Soboty, miejscem, gdzie nadzieja nie ma już gdzie stanąć. Zmartwychwstanie wyłania się z tej ciszy, nie omijając jej. Dla dziewczyny w szpitalu nie oznacza to, że jej cierpienie zostanie wyjaśnione. Oznacza, że będzie ono towarzyszyć — i, jeśli wydarzenie Wielkanocy znaczy to, co twierdzą chrześcijanie, odkupione w wymiarze, do którego żadne badanie psychologiczne nie sięga.[^2]

Benedykt XVI wSpe Salvistawia komplementarną tezę: chrześcijańska nadzieja nie jest optymizmem co do wyników. Nie jest pewnym oczekiwaniem, że sprawy się poprawią. Jest pewnościąKogoś— obecności na dalekim krańcu każdego horyzontu, również tych ostatecznych. To właśnie odróżnia katolickie ujęcie skończoności od ujęcia Carstensen. Psycholożka obserwuje, że ludzie stają się szczęśliwsi, gdy akceptują ograniczenia. Tradycja przytakuje. A potem pyta, granicączegojest ta granica i co — jeśli cokolwiek — stoi po drugiej stronie.

Rozwiązanie, które przeżywa blog

Foht kończy swój wpis nutą osobistego spełnienia. Blog, jak życie, ma swój akt końcowy. Perspektywę zyskuje się, widząc zarazem początek i koniec. To godne zakończenie, a jego skromność jest autentycznie pociągająca. Tradycja katolicka przyjęłaby tę skromność z życzliwością, po czym wcisnęłaby w nią jeszcze jedno pytanie: czyj początek i czyj koniec?

Młodej kobiecie z glejakiem nie dane było godne odejście. Jej horyzonty skurczyły się nie z wyboru ani z powodu wieku, lecz przez guz rosnący w pniu mózgu. Jeśli jedynym dostępnym sensem jest psychologiczna korzyść płynąca ze skróconego horyzontu — im mniej czasu, tym subtelniejsze docenianie życia — jest to, po głębszym namyśle, osobliwe pocieszenie. Katolicka myśl nie może się tu zatrzymać. Słyszy jej pytanie —Czy kiedykolwiek dożyję trzydziestki?— jako coś więcej niż dane w badaniu nad zdrowiem emocjonalnym. Słyszy w nim krzyk każdego ludzkiego stworzenia, które kiedykolwiek stanęło na krawędzi otchłani i zobaczyło, że otchłań patrzy w odpowiedzi.

Misterium Paschalne nie zagłusza tego krzyku. Odpowiada na niego. Nie przez wyjaśnianie cierpienia, lecz przez upieranie się, że zostało ono wypowiedziane, że zostało wysłuchane i że trzeciego dnia wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło znaczenie umierania. To nie to samo, co mówienie, że wszystko będzie dobrze. To coś trudniejszego i trwalszego:nie jesteś tam sama, i to nie jest ostatnie słowo.

Skończoność pozwala nam widzieć wyraźniej. Wiara pomaga nam rozpoznać, co właściwie w końcu widzimy.

<p style="font-style:italic;">Zastrzeżenie: Poglądy i treści zawarte w tym wpisie są wyłącznie poglądami autora. Przy redakcji tekstu i poprawie jasności wywodu wykorzystano narzędzia sztucznej inteligencji.</p>

Literatura

[^1]: Jordan B. Peterson,Mapy znaczeń. Architektura przekonań(Routledge, 1999): „dasz radę; jest w tobie coś dość mocnego, by to zrobić". [^2]: Hans Urs von Balthasar,Nasza misja: sprawozdanie i plan(Ignatius Press, 1994). [^3]: Augustyn z Hippony,Wyznania, Księga XIII — o ruchu duszy od nieuporządkowanych miłości ku odpoczynkowi w Bogu. [^4]: Atul Gawande,Śmiertelni. Medycyna i to, co na końcu ma znaczenie(Metropolitan Books, 2014). [^5]: Laura Carstensen,Długa jasna przyszłość. Szczęście, zdrowie i bezpieczeństwo finansowe w dobie wydłużonej długowieczności(Broadway Books, 2009); zob. też teoria selektywności społeczno-emocjonalnej Carstensen, rozwijana w ramach badań podłużnych w Stanford Center on Longevity.